Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Archive for Listopad, 2010

Być mężczyzną to być bucem

Być mężczyzną to być bucem. Buceria do tego stopnia przenika ideę męskości, że trudno nawet poddać męskość krytyce od wewnątrz, nie popadając w bucerię. Wystarczy chwila nieuwagi, aby osunąć się w opowieść o tym, jak to trudno być mężczyzną, a takie opowieści paradoksalnie służą wzmacnianiu patriarchalnej, męskiej bucerii. Mam takie wstydliwe wyznanie do poczynienia: na studiach, na zajęciach z tłumaczeń ustnych, mieliśmy taki system, że każdy przygotowywał jakiś tekścioszek, który kto inny potem przekładał na obce. Nie byłem wtedy jeszcze feministką, ale coś powolutku zaczynało mi świtać, i byłem jak raz wciągnięty w artykuł „Mężczyzna znika z horyzontu” z tego numeru „Czasu Kultury”. No więc go zreferowałem – oczywiste tezy o tym, że mężczyźni wykonują niebezpieczne zawody, giną na wojnach, padają ofiarą przemocy, siedzą w więzieniach i ogólnie mają przesrane bardziej niż kobiety – a prowadzący zajęcia wziął do tłumaczenia koleżankę znaną z feministycznych zapatrywań. Wot takie trobny prztyczek, jakich mnóstwo musi znosić feministka, szczególnie płci żeńskiej. Strasznie mi wstyd teraz, że coś takiego zainicjowałem; na szczęście Anka w ostatecznym rachunku niezbyt się tym przejęła i went on to make a career. Anko, przepraszam Cię!

Teraz jestem już mądrzejszy i wiem, że opowiadający historie z serii „mężczyźni majo gorzej” zatrzymują się o krok przed kluczową refleksją: to właśnie mężczyźni odpowiadają za to, co sprawia, że rzekomo mają gorzej. Męskość jest płcią w kryzysie: klasyczny, XIX-wieczny model męskości, formowany równolegle z nacjonalizmem, został pozbawiony monopolu na to, co fajne. Dla każdego, kto nie jest bucem, jest zupełnie jasne, że kobiety mogą robić wszystko, co mężczyźni rezerwowali dla siebie i na czym budowali swoją władzę i mieć wszystkie powiązane z tym cechy. To, co zostało charakterystyczne dla męskości, mówiąc oględnie jest bardzo kiepsko dopasowane do, ekhem, wyzwań współczesności, a mówiąc wprost – jest czystej wody bucerką. Uważam, że ostatnie cechy, na które mężczyźni (czy też „męskość”) zachowują mniej albo bardziej ścisły monopol, to agresja i jej odwrotność – strach.

Mężczyźni od małego są socjalizowani do bycia bucami, a bycie bucem ma służyć ochronie męskości. Męskość jest stale zagrożona, trzeba ją chronić, przed agresją innych mężczyzn: nie być męskim to znaczy być obiektem kolonizacji czy agresji innych mężczyzn, być czymś takim, jak – o Borze! – kobieta. Aby chronić męskość, trzeba być stale czujnym. Nie byłem nigdy kobietą ani dziewczynką, ale z tego, co dowiedziałem się od różnych mądrych ludzi, ochrona kobiecości również wymaga ciągłej czujności, ale myślę, że jest pewna różnica. Zasady, których dziewczęta i kobiety muszą przestrzegać, aby być dziewczęce czy kobiece, mają z reguły na celu uprzyjemnienie życia wszystkim naokoło: żeby się umyć, posprzątać, nie bić się, nie krzyczeć, siedzieć z nóżkami razem, dogadać się i co tam jeszcze. Chłopcy i mężczyźni trochę odwrotnie: uczą się kontrolowania głównie zewnętrza, narzucania swojego zdania, ciągłej, głośnej obecności, ciągłego udowadniania swojej wyższości. Jeśli przestaną, przestają być męscy, aua, teh drama.

Przedmiotem tego strachu i agresji jest przeważnie męskość własna i cudza. Nie wiem do końca, skąd pomysł, że męskości trzeba ciągle bronić. Gdybym lubił psychoanalizę albo psychoewolucjonizm, tobym wymodził coś w rodzaju: „jądra, stanowiące jądro męskości, są stale narażone, tak więc sama męskość też jest narażona”. Ale że nie jestem, to myślę, że tak się jakoś złożyło: skoro ideał męskości powstawał w ścisłym związku z ideami nacjonalizmu, a państwo narodowe potrzebowało stałego zagrożenia, przed którym mogłoby bronić swojej istoty, to i męskość potrzebuje stałego zagrożenia. Ale nie wiem, tak sobie tylko myślę.

Tak czy inaczej, u podstaw męskości leży myślenie paranoiczne, a strach i agresja prowadzą do mniejszych i większych bucerek: jak w autobusie czy pociągu siedzi męski mężczyzna, to się rozkracza – dokonuje agresji wobec albo kolonizacji otoczenia, bo inaczej byłby niemęski. Jak mężczyzna czegoś nie rozumie (przykład z mojej bucerskiej przeszłości, a teraźniejszości mojego starszego brata: sztuki), to nie może na tym niezrozumieniu poprzestać; niezrozumienie jest oznaką słabości, słabość jest niemęska, męskość jest zagrożona, trzeba ją obronić: obśmiać to, czego się nie rozumie. Jak ktoś stojący w kolejce do kebaba przed mężczyzną nielubiącym ostrego zamówi ostry sos, mężczyzna ma problem: jedzenie ostrego sosu to dowód siły, siła jest męska, trzeba ostre sosy do kebabu poddać fundamentalnej krytyce. Albo samemu też zamówić ostre. Ktoś ma hobby inne niż moje, ale podobne? Szybko, trzeba zdobyć przewagę! Każdy element otoczenia można oznaczyć jako męski albo niemęski, bo też każdy element może zostać wykorzystany w walce o męskość: komputer, samochód, kolor, jedzenie, sposób odchudzania, U name it.

Kiedy na panelu o literaturze w internecie, w którym uczestniczy 5 mężczyzn i 5 kobiet, faceci okrutnie się przekrzykują, nie słuchają, nie dopuszczają kobiet do głosu i pierdolą głupoty, to nawet nie dlatego, żeby uważali, że „blog jest rodzajem pamiętnika” to opinia, którą warto wygłosić. To agresja wynikająca ze strachu.

PS
Dziękuję za pomoc Astragalizo.


Przenosiny

Tak dla porządku: trochę pisałem tu http://czescjacek.tumblr.com, ale już tam nie piszę.


Nie czytaj

Nie czytaj tego wpisu, jest tylko do eksperymentów z szablonem.