Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

I’m blue

Dr Manhattan to obok Rorschacha najczęściej misinterpretowana postać Watchmenów. Wiele inteligentnych i czułych osób twierdzi, że jest „panem komputerem”, istotą nieludzką, którą interesują tylko obroty sfer niebieskich, a nie ludzie. Tymczasem jest to zupełna nieprawda: Manhattan jest człowiekiem czującym i cierpiącym tak jak każdy. Prawda, ostatnio jest trochę przygnębiony, ale kto z nas na jego miejscu nie byłby? Metafora smutku jest oczywista: facet jest niebieski, blue, rozumiecie? And he ain’t got nobody to listen.

Jonathan Osterman był zwykłym facetem, który w ogóle nie prosił się o cały ten heroizm. To bardzo ważne, dzięki temu udało mu się do końca zachować zdrowe zmysły i nie wywołać ogromnej katastrofy. Co by było, gdyby taką moc uzyskał Rorschach? Ozymandiasz? Na pewno wiedzieliby doskonale, jak jej użyć. Doktor Manhattan natomiast waha się i samoogranicza – inaczej byłby doktorem Doomem.

Inżynier Mruwnica twierdzi, że stopniowe zrzucanie przez Ostermana/Manhattana ubrań jest zrzucaniem człowieczeństwa. To nieprawda: to raczej niezbyt udana próba dotarcia do istoty człowieczeństwa. Tak jak nastoletni emo-kid, którego nikt nie rozumie, robi sobie kolejne dziary, aby dotrzeć do „prawdziwego siebie”, ale przy okazji coraz bardziej denerwuje nauczycieli, mamę, tatę i młodszą siostrę, i się od nich oddala. W ogóle wymyślone przez Jeżyka w kosmosie porównanie z emo-kidem jest bardzo dobre. Osterman nie radzi sobie z odpowiedzialnością, jaka na niego spadła, i boi się, że jest epic failem: że krzywdzi każdego, z kim się zetknie. How much emo is that? Zamiast zamknąć się w swoim pokoju, słuchać Smithów i napierdalać w Playstation, ucieka się smucić na Marsa, ale nie zapomina o zabraniu ze sobą Laurie i daniu jej szansy przekonania go, że jednak nie jest tak źle. Przekonania „na logikę”: to też bardzo emo. „Przekonaj mnie, że warto żyć. Ale tak logicznie” – tylko ktoś, kto jest w czarnej rozpaczy, może czegoś takiego chcieć.

Trudno się dziwić smutkowi Ostermana. Od czasu wypadku, który zmienił go w Manhattana, żyje tak, jakby grał w Dooma na kodach: niby wszystko już może, ale nie ma po co. Trochę pobył naukowcem, trochę podymał młodszą, trochę powojował o wolność i demokrację. Znudzony graniem, pragnie więcej: postanawia dezajnować lewele.

Reklamy

3 komentarze

  1. czereśnia

    Przepraszam, że tak zupełnie nie na temat, ale

    http://fronda.pl/news/czytaj/terlikowski_na_facebooku_homoseksualisci_chca_mi_odebrac_dzieci

    OVER9000

    09/01/2011 o 19:40

  2. Hihi.

    09/01/2011 o 20:11

  3. ladygaga

    „Wiele inteligentnych i czułych osób twierdzi, że jest „panem komputerem”, istotą nieludzką, którą interesują tylko obroty sfer niebieskich, a nie ludzie. Tymczasem jest to zupełna nieprawda: Manhattan jest człowiekiem czującym i cierpiącym tak jak każdy.”

    Jedno i drugie jest w jakimś stopniu prawdą, bo to dwie osoby, czy tam odrębne jaźnie. Manhattan jest bogiem, Osterman jest człowiekiem, są jak Bóg Ojciec i Jezus. To Osterman czuje, cierpi i zdradza. Manhattan może wszystko i wie wszystko, również to, czego nie wie Osterman, ale zostawia mu wolną wolę.
    Raz nawet narysowani są podwójnie, w scenie z Laurie: naukowiec i kochanek. No i Osterman po jezusowemu chodzi po wodzie (basenu), medytuje na pustyni (na Marsie).

    „Inżynier Mruwnica twierdzi, że stopniowe zrzucanie przez Ostermana/Manhattana ubrań jest zrzucaniem człowieczeństwa. To nieprawda: to raczej niezbyt udana próba dotarcia do istoty człowieczeństwa. Tak jak nastoletni emo-kid”

    Nie sądzę. Raczej desperacko dąży do bycia zrozumianym. Mówi wprost o tym, kim jest, ale do nikogo to nie dociera; z czasem coraz bardziej go to męczy, więc zrzucanie ubrań jest rozpaczliwą próbą dotarcia do tych, na których mu zależy, sygnałem „odkrywam się, tylko mnie słuchajcie”. Ubiera się dopiero na konferencję, żeby znów się ukryć pod ubraniami.

    „Co by było, gdyby taką moc uzyskał Rorschach? ”

    Pojechałby do Afganistanu, wytłukł wszystkich talibów, CO DO JEDNEGO i wreszcie byłby pokój.
    Świetna postać, o bardzo ludzkich odruchach i uczuciach. Po prostu nie był pacyfistą.

    18/01/2011 o 22:22

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s