Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Biurowa klasa średnia kontra młodzi wykształceni z wielkich miast

Ukuty niestety przez kabaret Mumio termin socjologiczny „biurowa klasa średnia” upowszechnił się w naszych częściach intarwebsów, a tymczasem w internetowym środowisku Frondy i pokrewnych powstał inny stereotyp: „młodzi wykształceni z wielkich miast”. Jedno i drugie określenie opisuje podobną grupę osób, różnice kryją się w perspektywie (no i nasz termin zachwyca zgrabną metonimią, podczas gdy ich – razi toporną dosłownością).

Biurowa klasa średnia to w większości ludzie, well, młodzi, wykształceni i z wielkich miast (no już nie będę się czepiał, że „wielkie” miasta to w Polsce, lajk, które). Powierzchownie zgadzają się też preferencje polityczne – jedni i drudzy to wyborcy PO, chociaż dla frondziarzy to punkt wyjścia i podstawa stereotypu, a dla nas tylko cecha przygodna. No i z czego innego wynika: gdzie my widzimy efekt wieloletniego fapania nad kapitalizmem i „apolitycznym zarządzaniem”, frondziarze widzą tylko Michnika (ja wiem i wy wiecie, że Wyborcza o PO raczej bez zachwytu, ale oni tego nie wiedzą; zresztą nie ma to znaczenia). Zresztą bkś nie musi czytywać Wyborczej, natomiast dla MWzWM jest to obowiązkowe.

Zarówno przedstawiciele biurowej klasy średniej, jak i MWzWM oglądają TVN i szczególnie cenią sobie takie programy, jak Szymon Majewski Show albo Szkło kontaktowe. Budzi to zarówno naszą, jak i frondziarzy pogardę, tyle że z innych przyczyn. Dla frondziarzy jest to bowiem uleganie cywilizacyjnośmierciowej i antypolskiej propagandzie, dla nas natomiast – lubowanie się w głupocie i żalowym humorze. Jedni i drudzy czytują takie pisma, jak CKM i Cosmopolitan, jednak znów różnie to interpretujemy: dla nas utwierdzają one i rozpowszechniają seksistowski, patriarchalny sawannizm, dla frondziarzy – dążą do zniszczenia rodziny, ludzkiej godności czy czego tam. Duża różnica występuje na osi konserwatyzm – liberalizm obyczajowy: biurowa klasa średnia jest konserwatywna, młodzi wykształceni z wielkich miast są liberalni. Tyle, że jest to różnica w dużym stopniu pozorna: trzeba wziąć poprawkę na to, jak kto rozumie te pojęcia: MWzWM są liberalni, bo ich religijność jest powierzchowna, nie chcą przymusowo leczyć homoseksualistów, dymają się bez ślubu i godzą się z depolonizacją kraju; przedstawiciele bkś są konserwatywni, bo godzą się na uprzywilejowanie kleru i katolickiego systemu wartości, zdecydowanie sprzeciwiają się równouprawnieniu sformalizowanych związków homoseksualnych (jeśli nawet godzą się na same takie związki), uważają, że patriarchalne małżeństwo to optymalny model samorealizacji dla każdego człowieka i z łezką w oku oglądają parady wojskowe 11 listopada.

Podobnie wyglądają aspiracje materialne bkś i MWzWM: mieszkanie na strzeżonym osiedlu, samochód bez miejsca parkingowego, wakacje w Egipcie. I zawodowe: praca w agencji reklamowej, media purchasingu, biurze tłumaczeń, account management, bankowość, telekomunikacja, kupno-sprzedaż-interesy. Dla bardziej ambitnych: w przyszłości może własna działalność gospodarcza, teraz ostro się pozapierdala, a potem zatrudni parę osób, biznes sam będzie się kręcił, będzie się tylko nadzorować i jeździć na urlopy. Nas przeraża jałowość stukania w cyferki w Excelu i dopieszczania prezentacji w PowerPoincie, umiłowanie efektywności i dyscypliny pracy, przekonanie, że awans z junior przydupasa na vice przydupasa pozwoli w krótkim czasie osiągnąć osobiste szczęście i służy rozwojowi całego społeczeństwa, nabranie się na mit istotności marketingowych pierdół. Frondziarzy podobnie, chociaż użyją innych słów, np. egoizm, troska, Ojczyzna, pewnie jeszcze godność albo coś takiego.

Stereotypy biurowej klasy średniej i młodych wykształconych z wielkich miast pozwalają poczuć się lepiej nam i frondziarzom, ale tak naprawdę korzysta z nich oczywiście The Man.
Bkś to ludzie tacy jak my, nasi koledzy ze szkoły średniej albo studiów, z pracy. Moglibyśmy solidarnie z nimi robić jakąś rewolucję, ale łatwiej i bezpieczniej się z nich podśmiewać, no i gratyfikacja jest natychmiastowa. Możemy czuć się lepsi, bo przecież my zachowujemy ironiczny dystans wobec dominującego dyskursu, chociaż taka ironia jest całkowicie pozbawiona mocy wyzwolicielskiej – doskonale widać to w reklamie, z której pochodzi określenie „biurowa klasa średnia”. Jej typowi przedstawiciele śmieją się z samych siebie, co pozwala im uniknąć konfrontacji z faktem, że są właśnie takimi ludźmi, jakimi pogardzają. Reklama jest oczywiście błyskotliwa i zabawna, ale tym bardziej zła (w sensie moralnym) i niebezpieczna, tak jak błyskotliwy i zabawny publicysta katolicki jest bardziej niebezpieczny od modelu standard. (Wszystko to wiem dzięki Nachaszowi, który wynalazł taką tubkę z Žižkiem (którą pewnie wszyscy widzieli, ale to co):

Nie wiem do końca, kto stanowi trzon internetowego środowiska Frondy, ale z rozsianych tu i ówdzie hintów wynika, że z kasą bywa u nich nienajlepiej. A stereotyp MWZWM to jeszcze jeden sposób przeniesienia gniewu generowanego przez system w taki sposób, aby nie zagrażać neoliberalnemu status quo. Albo w przypadku zasobniejszych frondziarzy – działa jak bkś.

Advertisements

189 komentarzy

  1. wo

    „Ukuty niestety przez kabaret Mumio termin socjologiczny „biurowa klasa średnia” ”

    Byłem autentycznie przekonany, że przez MRW! Ale chyba żadnej ichniej reklamy telefonów Heyah nie obejrzałem do końca.

    19/01/2011 o 12:40

  2. @wo
    „Byłem autentycznie przekonany”

    No właśnie ja też i nawet dałoby się na blipie wyśledzić moje zdziwienie i zniesmaczenie, jak się dowiedziałem.

    19/01/2011 o 12:43

  3. wo

    „nawet dałoby się na blipie wyśledzić moje zdziwienie i zniesmaczenie, jak się dowiedziałem.”

    #ludziektorzyobserwujatylkotagi

    19/01/2011 o 12:51

  4. @wo

    „Byłem autentycznie przekonany, że przez MRW! ”

    A ja, że przez Ciebie!

    19/01/2011 o 12:52

  5. Shigella

    Jak zwykle mamy cala prawda, swieto prawda i gowno prawda.
    Poza tym nie uzyl kolega obowiazujacego obecnie terminu lemingi, co dyskredytuje analize punktu widzenia Frondy i Salonu24

    Paradoksalnie oba opisy, tzn. frondy i BKS sa prawdziwe, po prostu opisuja dwie podgrupy rodziny korposzczurow.
    U mnie w firmie jest sporo kolesi, ktorzy ciulaja grosz do grosza i mieszkaja na Bialolece, maja zony i dziecko lub dzieci, po pracy wracaja na mecz i piwo.
    Jest tez sporo singli, ktorzy ida po pracy imprezowac w klubach lub chedozyc poznane na Sympatii studentki z malych miast. Sa seksistowskimi i rasistowskimi bucami

    Pozostaje jeszcze trzecia podrodzina, ludkowie ktorzy wpasowuja sie w schemat jedynie czesciowo, majac w dupie dobro korporacji i awanse, a chca robic fajne rzeczy za przyzwoita kase.

    Krzyczenie ze „trzeba rozwalic system”
    imo troche przypomina mi protesty Pospieszalskiego pod Ikea – ludzie maja w dupie ideolo, czy z prawej czy z lewej. Straszni Mieszczanie chca sie nazrec, miec dach nad glowa i nowa plazme.

    19/01/2011 o 13:08

  6. @Poza tym nie uzyl kolega obowiazujacego obecnie terminu lemingi

    Ten termin jest w domyśle, brzydziłem się go wklepywać.

    @ludzie maja w dupie ideolo, czy z prawej czy z lewej

    Wybacz użycie wyślizganego memu: „ale ideolo nie ma w dupie ich”.

    19/01/2011 o 13:15

  7. @shigella: dwie podgrupy rodziny korposzczurow

    Korposzczury mają cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek klasą średnią?

    19/01/2011 o 13:20

  8. janekr

    „U mnie w firmie jest sporo kolesi, ktorzy ciulaja grosz do grosza i mieszkaja na Bialolece, maja zony i dziecko lub dzieci, po pracy wracaja na mecz i piwo.”

    A Ty nimi gardzisz, względnie czujesz się lepsza?

    19/01/2011 o 13:22

  9. Ładnieś pan nam to scharakteryzował, panie redaktorze, ale ja mam z tym problem, który – o dziwo – nie wynika z tego, że BKŚ to termin wymyślony przez polski kabaret. Z różnych względów nie mam powodu mieć innych aspiracji zawodowych i materialnych niż BKŚ. Realistycznie rzecz biorąc, skończę uwiązany kredytem na tej przeklętej Białołęce, uwikłany w małżeństwo z rozsądku, zawarte pod presją otoczenia. A z drugiej strony, z oczywistych względów ja i przeciętny przedstawiciel BKŚ, taki jakim go odmalowałeś, jesteśmy sobie kulturowo obcy (mogę zacząć wyliczankę od tego, że brzydzę się „Szkiełkiem”). I co ja mam ze sobą zrobić? Przecież ja mam dwie lewe ręce.

    Reasumując, ciągle czekam na szufladkę, do której mógłbym się z czystym sumieniem schować przed światem :(

    19/01/2011 o 13:26

  10. @janekr: No przecież to ci drudzy są rasistowskimi i seksistowskimi bucami.

    19/01/2011 o 13:26

  11. @asmoeth: jesteś infotariat po przejściach

    19/01/2011 o 13:28

  12. Korposzczury mają cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek klasą średnią?

    No ale że przecież. Zerknij na Blipa, gdzie masz przecież wielu korposzczurów. Masa z nich udaje, że ta robota w korporacji to taki niezobowiązujący numerek w kiblu i jak tylko dziś skończą, to mogą robić co im się podoba. Fakty mówią jednak co innego: to uświęcone bankowym konkordatem małżeństwo. Bo kredyt na łazienkę wyposażaną według magazynów wnętrzarskich jakoś spłacać trzeba, a korporacja za pracę płaci całkiem nieźle i można się poczuć klasą średnią. W niektórych wypadkach można „ze ściśniętą dupą aspirować do klasy wyższej”. Ten cytacik też z Blipa.

    19/01/2011 o 13:32

  13. fan-terlika

    Jaki, kurwa, Egipt.

    19/01/2011 o 13:35

  14. janekr

    @Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski
    „Bo kredyt na łazienkę wyposażaną według magazynów wnętrzarskich jakoś spłacać trzeba,”

    A co tu mają do rzeczy „magazyny wnętrzarskie”?
    Niestety mieszkanie do życia jest cholernie potrzebne, obojętnie jak je urządzimy; a różnica w cenie łazienki urządzonej według owych magazynów i jakoś inaczej jest znikoma.
    A mieszkanie bez kredytu niestety nie każdy może.
    Więc skąd ta pogarda do ludzi, których życie bez tej cholernej korporacji byłoby (więc i w ciasnym mieszkaniu wspólnie z rodzicami) piekłem?
    I skąd ta pewność, że ludzie zarabiający z trudem znośne pieniądze zasługują na inwektywę: „korposzczury”?

    @nameste
    „No przecież to ci drudzy są rasistowskimi i seksistowskimi bucami.”
    Shigella obie grupy traktuje równie pogardliwie jako „korposzczury”.

    @gospodarz
    „Moglibyśmy solidarnie z nimi robić jakąś rewolucję”
    Śnij dalej, Słodki Książę.

    19/01/2011 o 13:44

  15. Reklama jest oczywiście błyskotliwa i zabawna, ale tym bardziej zła (w sensie moralnym) i niebezpieczna, tak jak błyskotliwy i zabawny publicysta katolicki jest bardziej niebezpieczny od modelu standard.

    Ale że co, w sensie że dobra reklama to zła reklama, bo reklama jest zła?

    Nosamaniewiem (nie to, że robię i czuję solidarność, zresztą jestem tak daleko od reklam w potocznym rozumieniu, że poczułbym się dotknięty, dopiero gdyby ktoś przypieprzał się do opakowań srajtaśmy). Reklama jest i będzie, może jej będzie mniej, może będzie cichsza, może nie będzie zawieszana na „remontowanych” budynkach, ale będzie. No to jak już jest i będzie, niech przynajmniej będzie śmieszna i pomysłowa.

    19/01/2011 o 13:45

  16. @sithian: no ale pokazałeś tylko, że (w pewnych blipokręgach) korposzczury miewają aspiracje klasośredniowe.

    19/01/2011 o 13:45

  17. @nameste
    „Korposzczury mają cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek klasą średnią?”

    E? No chyba stanowią znaczną część klasy średniej? No chyba że mówisz o sprzątaczach i ochroniarkach.

    @fan terlika
    „Jaki, kurwa, Egipt”

    A nie? Egipt, Kreta, Rimini?

    19/01/2011 o 13:45

  18. Śnij dalej, Słodki Książę.

    Ja bym na przykład nie chciał robić z nimi rewolucji sensu largo, czyli takiej z wieszaniem na latarniach, ale np. rewolucję w traktowaniu homoseksualizmu. No bo czemu nie?

    19/01/2011 o 13:46

  19. A nie? Egipt, Kreta, Rimini?

    To raczej górna średnia półka, żadna aspiracja. Zobacz, dokąd pojechał Vontrompka :)

    19/01/2011 o 13:47

  20. @janekr: Komentarzy ironicznych nie bierze się dosłownie.

    19/01/2011 o 13:47

  21. @bart
    „żadna aspiracja”

    Mnie się wydaje, że myk właśnie w tym, że nawet jak mają kasę na coś ciekawszego, to i tak nie marzą o niczym innym niż grzanie dupy przed hotelowym basenem. Taką mam przynajmniej stereotypową wizję.

    19/01/2011 o 13:53

  22. @czescjacek: No chyba stanowią znaczną część klasy średniej? No chyba że mówisz o sprzątaczach i ochroniarkach.

    No właśnie tu leży moja kość niezgody (albo: nierozumienia). Panicz z BOK-u, wprowadzacz danych, młodszy księgowy itp. itd. to klasa średnia?

    PS panicz, bo nie chciałem być seksistowski pisząc „panna” ^

    19/01/2011 o 13:55

  23. @bart
    „No to jak już jest i będzie, niech przynajmniej będzie śmieszna i pomysłowa”

    No ale to mokry sen marketoidów, ludzie dobrowolnie oglądający i pokazujący sobie reklamy, bo takie ciekawe. Trochę ta świadomość dobrowolnego służenia Złu mnie frikuje.

    19/01/2011 o 13:56

  24. janekr

    @bart
    „rewolucję w traktowaniu homoseksualizmu.”

    Chyba rozciągasz pojęcie rewolucji poza sens, który nadał mu Gospodarz?

    @Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski
    „Komentarzy ironicznych nie bierze się dosłownie.”

    Może oznaczaj jakoś ironię?

    19/01/2011 o 13:57

  25. @nameste
    „Panicz z BOK-u, wprowadzacz danych, młodszy księgowy itp. itd. to klasa średnia”

    Tak jak ja używam – jak najbardziej. Praca umysłowa -> klasa średnia; średniość jest umowna, jasne, że robotnik albo szef firemki remontowej może zarabiać dużo więcej.

    19/01/2011 o 13:59

  26. unnu

    Rimini sooooooooo 90’s; biznesmenele z wąsami i dziećmi, mmc obyta z Morzem Czarnym i Balatonem, and so on.

    19/01/2011 o 13:59

  27. i tak nie marzą o niczym innym niż grzanie dupy przed hotelowym basenem.

    No tak, ale niech ten basen będzie w Kenii!

    Jak jedziesz dziś na safari pod namiotem, to namioty mają betonową podmurówkę, kanalizację i prysznic. A obóz zbudowany na planie Pac-Mana wokół wodopoju, z wygodnymi stanowiskami fotograficznymi. Niemalże grzejąc dupę przed basenem możesz strzelać zdjątka łajldlajfowi.

    19/01/2011 o 13:59

  28. @Janek
    „poza sens, który nadał mu Gospodarz”

    Ja w bardzo szerokim sensie.

    19/01/2011 o 14:00

  29. @bart, unnu

    Czescjacek cannot into klasa średnia ;_;

    19/01/2011 o 14:01

  30. Wiec jak wszyscy przepisuja z wiadomo-skad, to i ja przepisze. Bart ma racje z rozszerzeniem pojecia rewolucji. I dlatego jak zwykle nalezy tu przypomniec Chomsky’ego.

    Przede wszystkim, Zizek ozywia chora dychotomie: albo wielkie jebniecie wszystkiego („rewolucja”) albo glaskanie kapitalizmu (zero ruchu).

    Chomsky przypomina inny model przemian, gdzie kluczowe jest mozolne funkcjonowanie oddolne na poziomie zwiazkow zawodowych, unii tychze, rozncyh organizacji, etc, jak w USA w latach 1920 i potem. I _nie_ jak w Rosji w 1917 i potem.

    Model Zizka moze miec tylko jedna konsekwencje: taka, ze teraz to mozecie sobie panowie i panie powiedziec o sobie „o my biedni hipsterzy zamknieci w paradygmacie ktory nas zzera”, i tak sobie funkcjonowac z leciutka kreatywna depresja do konca zycia.

    19/01/2011 o 14:04

  31. Zaciekawił mnie wątek wakacyjny. Jak spędza urlop statystyczny, idealnie sferyczny przedstawiciel BKŚ? Gdzie i jak spędzać wakacje, żeby nie być pomylonym z przedstawicielem BKŚ?

    19/01/2011 o 14:05

  32. @czescjacek

    Aha. Z tych między innymi powodów (czyli mglistości definicyjnych) programowo nie ufam teoriom z osią w „klasie średniej”.

    19/01/2011 o 14:06

  33. fan-terlika

    Egipt był taki kilkanaście lat temu (w ogóle do dziś mam w pamięci, jak ówczesna BKŚ pochwaliła się autoironicznie(?), że była w Edżipcie). Teraz Egipt to nasza klasa; myślałem, że taki w ogóle jest stereotyp już całkowicie rozpowszechniony.
    Krety i tak dalej to też chyba nie ‚aspiracje’, jak słusznie wskazuje Bart, aspiracje to właśnie jakaś Tajlandia. Krety i tak dalej od samego początka najnitsów są na okładkach katalogów biur podróży (razem z tym egiptem), one są już tak defaultowo defaultowe, że każdy tam był, nie musząc nawet tam wyjeżdżać.
    Anyway, z tego co mi się udało poobserwować w pracy z BKŚami, to oni byli totalnie like „wino w toskanii” i „uliczki barcelony”.
    Ale w ogóle to i tak nie ma się pochylać, skoro bkś może być wykorzystywany za 2500, jak i za 7500.

    19/01/2011 o 14:08

  34. No ale to mokry sen marketoidów, ludzie dobrowolnie oglądający i pokazujący sobie reklamy, bo takie ciekawe.

    Hola hola. Masz na rynku w tym momencie trzy sieci komórkowe. Każda z nich się intensywnie reklamuje w wyścigu Czerwona Królowa-stajli – w ogóle w moim pojęciu reklama jest mniej wpychaniem kału w gardło konsumentowi, bardziej desperackim machaniem rączką przez producenta/dystrybutora „Halo, ja też istnieję, zauważ mnie”. Mnie się kończy dwuletnia umowa. I gdyby mój obecny operator i mumiowy Plus przedstawiliby mi te same warunki, to wybrałbym Plusa, bo ma fajne, niegłupie, oryginalne reklamy.

    A do tego masz hindsight bias. Dziś marketoidzi, którzy zatwierdzili pomysł z Mumio, mają osobistych asystentów ds. fapania. Kiedy zatwierdzali, Mumio było niszowym kabaretem, a ryzyko niepowodzenia było ogromne, bo te żarty to… no, Kryszak to to nie jest.

    19/01/2011 o 14:08

  35. @fan terlika
    Kurde, masz rację. Jak wrócę i mi się będzie chciało dowiedzieć, jak się robi przekreślone literki, to poprawię.

    19/01/2011 o 14:10

  36. gfedorynski

    @fanterlika

    Egipt był taki kilkanaście lat temu (w ogóle do dziś mam w pamięci, jak ówczesna BKŚ pochwaliła się autoironicznie(?), że była w Edżipcie). Teraz Egipt to nasza klasa

    Przecież BKŚ = nk

    19/01/2011 o 14:17

  37. @ziel
    No kaman, ta rewolucja to hiperbola, rewolucją byłby już przełamanie wyboru politycznego między dwiema partiami prawicowymi.

    19/01/2011 o 14:17

  38. Tak jak @gfedorynski pisze, BKŚ = nk, czyli LMC.

    Egipt przy aktualnych kursach to są właśnie te okolice. W ogóle klasowość przez przyzmat wakacji to jest superciekawy temat. Kiedy rozmawiając ze znajomymi mówię że w ostatnie wakacje objechaliśmy samochodem i zwiedziliśmy kawał Rumunii (no dobra, trochę grzania dupy na plażach też było), to reakcja jest like „a, Rumunia, no tak”. Podczas kiedy taki wypad potrafi kosztować 2-3 razy tyle co „wakacje w Egipcie” (bo benzyna, hotele na jedną noc, żarcie w knajpach itd.).

    No ale BKŚ najwyraźniej musi poczuć ciepełko w swoim styranym korporobotą serduszku kiedy w Egipcie wypakowują się w hotelu „pięciogwiazdkowym”, a dając dolara napiwku uśmiechającemu się sprzątaczowi czują jak bogaci biali państwo.

    19/01/2011 o 14:45

  39. @Tomash: taki wypad potrafi kosztować 2-3 razy tyle co „wakacje w Egipcie”

    To rzeczywiście może zaimponować.

    19/01/2011 o 14:50

  40. @nameste:

    Chodzi mi o to, że w świadomości BKS Rumunia czy Bułgaria to są biedne kraje na wakacje dla biedoty. Nie dla nich, dla których co najmniej Egipt. Bo oczywiście „prestiż”.

    19/01/2011 o 14:56

  41. No dobra, to nie będę poprawiał tego Egiptu, skoro widać i taki stereotyp funkcjonuje.

    19/01/2011 o 15:10

  42. gfedorynski

    Ej, ale w ogóle odczepcie się od tego basenu, moim głębokim marzeniem jest wyjechać na co najmniej tydzień gdziekolwiek, gdzie będę mógł moczyć dupę w basenie i nic, kurwa, nie musiał.

    19/01/2011 o 15:49

  43. winner.schnitzel

    To ja jeszcze może o tym wywyższaniu z pozycji centro-bkś.
    Kiedyś MRW zdaje się rozrysował rozkład klasowości w przekroju ekonomiczno-kulturowym. I teraz, jeśli dobrze kalkuluję, „Wasze części interwebzów” pogardzają bkś głównie na osi kultury; ów ironiczny dystans itd to nie jest główny wyróżnik TTDKN, a jedynie pochodna przekonania, że „nasz horyzont szerszy” – por. Tomash o Rumunii. Zaryzykuję tezę, że Fronda myśli podobnie; z tą fundamentalną różnicą, że szerokość ich horyzontu mierzą sobie bogactwem tradyszon i zapleczem religijnym. A tak naprawdę jesteśmy jedną wielką rodziną ^^J

    19/01/2011 o 15:58

  44. winner.schnitzel

    …hipsterów, dammit.

    19/01/2011 o 16:00

  45. ladygaga

    „Jej typowi przedstawiciele śmieją się z samych siebie, co pozwala im uniknąć konfrontacji z faktem, że są właśnie takimi ludźmi, jakimi pogardzają. Reklama jest oczywiście błyskotliwa i zabawna, ale tym bardziej zła (w sensie moralnym)”

    Niestety 100% racji, panie redaktorze.

    19/01/2011 o 16:20

  46. @winner.schnitzel
    Zaryzykuję tezę, że Fronda myśli podobnie; z tą fundamentalną różnicą, że szerokość ich horyzontu mierzą sobie bogactwem tradyszon i zapleczem religijnym. A tak naprawdę jesteśmy jedną wielką rodziną ^^J

    OBJECTION!

    19/01/2011 o 16:38

  47. ladygaga

    @asmoeth
    „Jak spędza urlop statystyczny, idealnie sferyczny przedstawiciel BKŚ?

    Na Bali!!

    19/01/2011 o 16:59

  48. winner.schnitzel

    @nachasz

    i to stoi w sprzeczności z moją tezą, albowiem? overruled.

    19/01/2011 o 18:59

  49. Za długie na komcia pytanie.

    19/01/2011 o 21:14

  50. wo

    @nameste
    „Panicz z BOK-u, wprowadzacz danych, młodszy księgowy itp. itd. to klasa średnia?”

    Dla mnie to typowe przykłady niższej średniej. Ciągle się boją spadku do po prostu niższej (jankowe „mieszkać w małym miasteczku z rodzicami”). Marzą o awansie do średniej średniej – czyli np. z młodszego księgowego na właściciela małej firmy „Doradztwo podatkowe i rachunkowość”.

    A co do wakacji, to ja to silnie kojarzę z wszelakimi „last minute”. Niekoniecznie zaraz Egipt. W średniej średniej pojawia się tendencja do organizowania sobie wakacji na własną rękę – hotel wyczaić przez booking.com (albo wynająć dom przez interhome), dojechać suvem albo bilety wziąć z tego, co się uciułało w frequent flyer.

    19/01/2011 o 22:31

  51. @asmo
    „ja i przeciętny przedstawiciel BKŚ, taki jakim go odmalowałeś, jesteśmy sobie kulturowo obcy (mogę zacząć wyliczankę od tego, że brzydzę się „Szkiełkiem”). I co ja mam ze sobą zrobić”

    Nie martw się, przeciętny przedstawiciel BKŚ jest każdemu kulturowo obcy.

    19/01/2011 o 23:15

  52. @wo: Ciągle się boją spadku do po prostu niższej (jankowe „mieszkać w małym miasteczku z rodzicami”).

    To kryterium niezależne, z małego-miasteczka-u-rodziców można się wynieść do powiedzmy Irlandii, mieszkać w czterech w półnorze i zasuwać na stanowiskach z wysoką klauzulą zastępowalności jako usługoprol, infoprol czy roboprol; awans? Niekoniecznie.

    19/01/2011 o 23:24

  53. Bardzo ciekawe porównanie! Kurt Vonnegut mówi, że jedynym celem jakiejkolwiek sztuki jest to aby choć jeden odbiorca coś poczuł, no i tym artykułem ci się to udało.

    Dorzucę od siebie, że „wakacje w Egipcie” to nie miejsce odpoczynku a… sposób myślenia. Kiedyś tak się mówiło o prowincji. Ważne żeby rozumieć takie rzeczy… żeby się nie bać do Egiptu polecieć :) Znam parę bezrobotnych abnegatów, ludzi którzy mają niemożliwie głęboko wszystkie normy i zasady. Jak wychałturzą oni ciut więcej kasy to lecą do Egiptu. Żeby nie było nieporozumienia nie robią tego dla parodii czy dla jaj. Dla nich pieniądze są tylko po to aby je szybko wydać, a Egipt wydaje im się dobrym pomysłem jak się ma 8 stówek, jak się ma 2 zł dobrym pomysłem jest picie piwa (co też jest zbieżne z BKŚ).

    Moim zdaniem to co opisujesz jako BKŚ/MWzWM to ludzie ogłupiali na punkcie dóbr materialnych. Niekoniecznie muszą pracować w korporacji, mogą równie dobrze szyć designerskie torebki. Ich chciwość i pazerność podpatrzona laboratoryjnie jest po prostu śmieszna. Sens życie sprowadza się do osiągania pewnych poziomów wydajności konsumpcyjnej. Znam ciekawych i wartościowych ludzi, którzy żyją w takim złym śnie.

    20/01/2011 o 02:54

  54. nie rozumiem skon tu jest ten flejm, ktorego nie mam czasu przeczytac. ladna nocia, co sie czepiacie.

    20/01/2011 o 07:52

  55. wo

    @nameste
    „To kryterium niezależne, z małego-miasteczka-u-rodziców można się wynieść do powiedzmy Irlandii, mieszkać w czterech w półnorze ”

    Ale to jest wtedy awans poziomy, z jednego sektora klasy niższej do drugiego. Wybór pracy na niskim stanowisku w korporacji niekoniecznie musi być atrakcyjniejszy finansowo od – powiedzmy – pracy na budowie. Ale jest awansem w sensie klasowym, bo człowiek zarabiający na rękę 2000 w korporacji jest pod paroma względami do przodu w porównaniu z człowiekiem zarabiajacym na rękę 3000 przy rozładowywaniu palet u Zenona Benona. Ten pierwszy ma normalny etat, korzysta z pewnych przywilejów dawanych przez prawo pracy, ma dla banku zdolność kredytową, nie musi nosić w pracy odzieży ochronnej. No i: ten pierwszy ma płatny urlop wypoczynkowy, więc w ogóle może się przymierzać do last minute w Egipcie.

    20/01/2011 o 08:22

  56. @wo

    Zaczynasz tak, jakby etaty ozusowane były już tylko w korporacjach, tak niej jest, więc ostatecznie rozstrzyga „nie musieć nosić odzieży ochronnej”, jako synonim „pracy umysłowej” czescjacka. Pachnie to nieco kolorem kołnierzyków i czasami sprzed ponowczesności.

    20/01/2011 o 08:57

  57. sheik.yerbouti

    @czescjacek „przeciętny przedstawiciel BKŚ jest każdemu kulturowo obcy”
    A najsmutniejsza z tego jest autoalienacja. Na której tłumieniu zarabia państwo (alko+niko) oraz inni dilerzy.

    20/01/2011 o 09:02

  58. janekr

    @wo
    „Ciągle się boją spadku do po prostu niższej (jankowe „mieszkać w małym miasteczku z rodzicami”). ”

    Gorzej: „mieszkać w małym mieszkaniu z rodzicami”.

    20/01/2011 o 09:04

  59. ladygaga

    „Ten pierwszy ma normalny etat, korzysta z pewnych przywilejów dawanych przez prawo pracy, ma dla banku zdolność kredytową, nie musi nosić w pracy odzieży ochronnej. No i: ten pierwszy ma płatny urlop wypoczynkowy, więc w ogóle może się przymierzać do last minute w Egipcie.”

    No ale jeśli ten drugi pracuje legalnie za granicą, jako przysłowiowy robol, to też ma płatny urlop wypoczynkowy i przywileje wynikające z prawa pracy. Jedyne, co ich wtedy różni, to wyobrażenie społeczne o prestiżu wykonywanych przez nich zajęć, bo korporacyjny pracuje „umysłowo”, nawet jeśli tylko kseruje dokumenty.

    20/01/2011 o 09:04

  60. No więc tylko przypomnę, że nocia dotyczy stereotypów, a nie prawdziwych ludzi. Można spokojnie wskazać „tam żyje bkś/mwzwm”, ale złapanie modelowego przedstawiciela któregoś z tych stereotypów to hmmm. Also, oba stereotypy dotyczą „nas”.

    20/01/2011 o 09:04

  61. @lady
    „Jedyne, co ich wtedy różni”

    Ścieżka awansu, rozrywki, konsumowana kultura, rozmowy z kolegami w pracy.

    @sheik
    „A najsmutniejsza z tego jest autoalienacja”

    O? Bo ja dochodzę do wniosku, że w stereotypie bkś najbardziej przeraża mnie właśnie to, że teoretycznie zajebiście alienująca praca typu przeklejanie cyferek z corela do excela mogłaby nie alienować, a nawet być uważana za „pasję”.

    20/01/2011 o 09:09

  62. sheik.yerbouti

    @wo
    „„Ten pierwszy ma normalny etat, korzysta z pewnych przywilejów dawanych przez prawo pracy, ma dla banku zdolność kredytową”
    Są korpo i są korpo. Znam przypadki mgr.inż zatrudnianych na kilka umów na czas określony + jeszcze rok na umowę-zlecenie (w ramach obniżania kosztów pracy przez Centralę, ofkorz). To nie były,tak na oko, całkiem głodowe pensje (choć nie znam dokładnych kwot) ale oni nie stali nawet obok przywilejów i wiarygodności kredytowej.

    20/01/2011 o 09:14

  63. sheik.yerbouti

    @czescjacek
    „teoretycznie zajebiście alienująca praca typu przeklejanie cyferek z corela do excela mogłaby nie alienować, a nawet być uważana za „pasję”
    Ale spójrz na #ttdkn, ile tu używek, ile alkoholu w blipnięciach. Rozpacz w trampkach.

    20/01/2011 o 09:16

  64. ladygaga

    @czescjacek
    „Ścieżka awansu, rozrywki, konsumowana kultura, rozmowy z kolegami w pracy.”

    Ścieżka awansu – ok, zgoda. Ale rozrywki i kultura? Zakładając odzież ochronną murarza, nie zmieniłbyś przyzwyczajeń i gustu. Mówię o wykształconym człowieku, który jedzie na saksy. A rozmowy z kolegami z pracy? Kto w ogóle rozmawia z kolegami z pracy! Chyba Mumio.

    20/01/2011 o 09:16

  65. @czescjacek: Ścieżka awansu, rozrywki, konsumowana kultura, rozmowy z kolegami w pracy.

    No cóż, shigella zeznała, że etam.

    20/01/2011 o 09:17

  66. Pracę na niskim stanowisku w korporacji i rozładowywanie palet łączy jeden element: możesz zostać zastąpiony (niemal) pierwszym lepszym z ulicy. Człowiek potrafiący spawać ma lepsze perspektywy ciągłego zatrudnienia niż pracownik BOK-u, wprowadzacz danych czy osoba, której długi angielski tytuł kończy się na „assistant”. Rosnąca lista pracodawców w CV pierwszego mówi „spawałem to tu, to tam, umiem więc zespawać praktycznie wszystko”, u drugiego sprzedaje pesymistyczny komunikat: „tułałem się od jednej infolinii do drugiej, zewsząd mnie w końcu wyrzucali”.

    20/01/2011 o 09:20

  67. @lady
    Ja zupełnie nie uważam, żeby każdego zawsze można było przyporządkować jednoznacznie do jakiejś klasy.

    @sheik
    „Rozpacz w trampkach.”

    Ha, no właśnie, jak zniknie ta rozpacz, to będzie znaczyło, żeśmy z duszą zaprzedani.

    @bart
    No, infotariat, piękne słowo.

    20/01/2011 o 09:37

  68. ladygaga

    @czescjacek
    Ja przecież nic takiego nie suponuję. Mogę z czystym sumieniem wykreślić Ciebie jako przykład murarza i wstawić stereotyp „młodego wykształconego, który pojechał na saksy”.

    20/01/2011 o 09:47

  69. wo

    @nameste
    „Zaczynasz tak, jakby etaty ozusowane były już tylko w korporacjach, tak niej jest, ”

    Gdy mowa o zjawiskach społecznych nie ma „tylko”, są korelacje (jestem zdumiony koniecznością tłumaczenia takiej oczywistości). Korporacja musi przestrzegać pewnych procedur, zwłaszcza jeśli jest notowana na giełdzie. Zenon Benon ma w dużym stopniu wolną rękę, zwłaszcza jeśli jest jedynym pracodawcą w Myciskach.

    „Pachnie to nieco kolorem kołnierzyków i czasami sprzed ponowczesności.”

    A co tu zmieniła ponowoczesność? Nadal to, czy ktoś pracuje fizycznie czy nie, owocuje innym dress code w środowisku pracy.

    @bart
    „Pracę na niskim stanowisku w korporacji i rozładowywanie palet łączy jeden element: możesz zostać zastąpiony (niemal) pierwszym lepszym z ulicy.”

    Owszem, i dlatego w LMC często czujesz się gorzej niż w LC. Zresztą gdyby było inaczej, mielibyśmy tłumy uciekinierów z LC. A podstawowa przyczyna, dla której chłopak z rodziny robotniczej dziedziczy status klasowy po rodzicach jest właśnie w tym, że on chce zarabiać już teraz zaraz, a nie się tłuc po jakichś stażach.

    Tylko właśnie na tym polega nadzieja LMC na awans do MMC. Pracując w call center możesz mieć nadzieję na awans na szefa call center. Rozpakowując palety u Zenona Benona nie masz nadziei na nic.

    @ladygaga
    „No ale jeśli ten drugi pracuje legalnie za granicą, ”

    To chyba nie był taki przypadek.

    20/01/2011 o 10:29

  70. janekr

    „ludzie dobrowolnie oglądający i pokazujący sobie reklamy, bo takie ciekawe. Trochę ta świadomość dobrowolnego służenia Złu mnie frikuje.”

    Niech mi ktoś z branży reklamowej wyjaśni takie zjawisko. Kilka lat temu wisiały bilbordy: „Popieraj uzasadnioną nagość w reklamie”.
    No OK, mogę popierać, ale JAK? Jakich działań oczekiwali ode mnie autorzy tej kampanii?

    @wo
    „Rozpakowując palety u Zenona Benona nie masz nadziei na nic.”

    Ale już spawacz opisany przez Barta może mieć nadzieję na zostanie superspawaczem, a może nawet oberspawaczem i kupę szmalu.

    20/01/2011 o 10:48

  71. wo

    @janekr
    „Ale już spawacz opisany przez Barta może mieć nadzieję na zostanie superspawaczem, a może nawet oberspawaczem i kupę szmalu.”

    Nie bardzo. Jako doświadczony spawacz stajesz się w końcu elementem górnego sektora klasy niższej, czyli robotnikiem wykwalifikowanym AKA „arystokracją robotniczą”. To była przedwojenna baza społeczna PPS. Ale tutaj już walisz głową o szklany sufit. Pan Kazio złota rączka może być tak ważny dla działu produkcji, że dadzą mu premię, podwyżkę, czego tylko zażąda, ale nigdy go nie awansują na szefa tego działu.

    Natomiast ścieżka awansu z dziennikarskiego stażystę na Hugo-Badera jest realna.

    20/01/2011 o 11:00

  72. ladygaga

    @wo
    Możliwe. Pisałeś do nameste o awansie poziomym i to mnie zmyliło, bo zamiana niskopłatnej pracy umysłowej na pracę na akord, na czarno za granicą, w moim słowniku funkcjonuje po prostu jako degradacja.

    20/01/2011 o 11:07

  73. @wo

    Dobierasz przykłady pod tezę, ale że tendencyjnie, to i teza cierpi. Człowiek żyjący z dorywczego układania palet u ZB to underclass. Wykwalifikowany spawacz może zrobić zaoczne inżynierskie i zostać szefem spawaczy. Natomiast

    Pracując w call center możesz mieć nadzieję na awans na szefa call center.

    brzmi jakbyś zaiste wierzył w ten neolib-korpo-mit, w co trochę mnie z kolei nie chce się wierzyć.

    Czemu wspomniałem o ponowoczesności? No bo widzę, że blue-collars i „arystokracja robotnicza & przedwojenny PPS” to mocno historyczne odniesienia, w czasach rosnących rzesz infotariatu z jednej strony i – z drugiej – nowych technologii, które są obsługiwane wg Ciebie przez LC (bo dress code), a które wymagają kwalifikacji dalece przekraczających poziom kompetencji wystarczający do bycia panną w BOK.

    20/01/2011 o 11:09

  74. janekr

    @wo
    „Pan Kazio złota rączka może być tak ważny dla działu produkcji, że dadzą mu premię, podwyżkę, czego tylko zażąda, ale nigdy go nie awansują na szefa tego działu.”

    Dlaczego szefowanie ma być tak ważne, ważniejsze od szmalu?
    Ale dobrze, inny przykład- kierowca autobusu miejskiego awansujący na instruktora nauki jazdy na autobusach, a potem na kontrolera (nie biletów, ruchu i kierowców).

    20/01/2011 o 11:16

  75. Gammon No.82

    @sheik.yerbouti
    Ale spójrz na #ttdkn, ile tu używek, ile alkoholu w blipnięciach.

    Czy wy, młodzi, bez blipa juz nawet pić / strzelać w płuco / w żyłę nie potraficie?

    20/01/2011 o 11:16

  76. @Gammon No.82
    Czy wy, młodzi, bez blipa juz nawet pić / strzelać w płuco / w żyłę nie potraficie?

    A kto mówi, że nie?

    20/01/2011 o 11:21

  77. janekr

    @wo
    „Natomiast ścieżka awansu z dziennikarskiego stażystę na Hugo-Badera jest realna.”

    Tak samo jak awans z podawacza hamburgerów w KFC na kierownika sali.
    Poza tym tenże stażysta ani nawet Ty nie awansujecie na Michnika. Nigdy.

    „Ale tutaj już walisz głową o szklany sufit.”

    Szklany sufit trafia się wszędzie – kierownik oddziału banku w GB ma szklany sufit i nigdy, nigdy nie trafi do ścisłego kierownictwa tegoż banku czy do rady nadzorczej (znam taki przypadek i takie narzekanie, ale nie pamiętam szczegółów).
    Podobnie Kwach nie został sekretarzem ONZ – szklany sufit…

    20/01/2011 o 11:22

  78. Gammon No.82

    @Nachasz
    A kto mówi, że nie?

    Przepraszam, znadinterpretowałem alkohol w blipnięciach.

    20/01/2011 o 11:27

  79. brzmi jakbyś zaiste wierzył w ten neolib-korpo-mit, w co trochę mnie z kolei nie chce się wierzyć.

    Anecdata: kolega poszedł pracować do call-center. No i odbierał te telefony, zmienił firmę raz, drugi, w trzeciej firmie ktoś zauważył, że do kolegi przychodzą inni pracownicy po rady, bo lepiej niż inni rozgryzł jakiś tam program do obsługi czy inne algorytmy. No i dostał awans, w wyniku którego jego CV magicznie zmieniło stan skupienia z „tułałem się od jednej infolinii do drugiej, zewsząd mnie w końcu wyrzucali” na „spawałem to tu, to tam, umiem więc zespawać praktycznie wszystko”.

    20/01/2011 o 12:45

  80. wo

    @janekr
    „Dlaczego szefowanie ma być tak ważne, ważniejsze od szmalu?”

    Bardziej chodzi o możliwość wyskoczenia ze służbowego waciaka i gumofilców na rzecz stanowiska, w którym można się ubierać po średnioklasowemu. Na co może awansować spawacz?

    „Ale dobrze, inny przykład- kierowca autobusu miejskiego awansujący na instruktora nauki jazdy na autobusach, a potem na kontrolera (nie biletów, ruchu i kierowców).”

    Nadal pozostaje w LC.

    „Poza tym tenże stażysta ani nawet Ty nie awansujecie na Michnika. Nigdy.”

    Dlatego właśnie o klasie średniej mówi się jako o pewnej całości. Ja, stażysta i redaktor naczelny należymy do różnych segmentów klasy średniej. Dostatecznie dużo nas łączy, żeby stworzyć dla nas jedną ogólną szufladkę (klasa średnia), ale dostatecznie dużo dzieli, żeby ją segmentować.

    Ale nas wszystkich trzech klasowo dużo różni od proletariatu oraz od dr Kulczyka.

    @nameste
    „Wykwalifikowany spawacz może zrobić zaoczne inżynierskie i zostać szefem spawaczy.”

    Zgoda, podstawowym warunkiem wyrwania się z LC do MC są studia. To żadne odkrycie. Ze względu na to, jak bardzo są kosztowne (nie tylko w wymiarze finansowym), stosunkowo niewiele jest takich przypadków.

    „brzmi jakbyś zaiste wierzył w ten neolib-korpo-mit, w co trochę mnie z kolei nie chce się wierzyć.”

    W swoim najbliższym otoczeniu mam wielu sąsiadów od biurka, którzy przeszli w dziennikarstwie pełną drogę od „podaj przynieś pozamiataj” (czyli w uproszczeniu od statusu stażysty, choć nie zawsze to się tak formalnie nazywa), do statusu cenionego reportera. Od czasu do czasu jakiś mój sąsiad z biurka odfruwa z MMC do Upper Middle Class, bo na przykład awansuje ze znanego dziennikarza na celebrytę, rządowego oficjela albo naczelnego/dyrektora pionu.

    Przesunięcia w ramach klasy średniej to nie jest żaden mit neoliberalny.

    20/01/2011 o 13:24

  81. janekr

    @wo
    „Nadal pozostaje w LC.”

    Dyspozytor w przedsiębiorstwie autobusowym też? Waciaka nie nosi…
    Pytam, nie wiem.

    20/01/2011 o 13:27

  82. wo

    @janekr
    „Dyspozytor w przedsiębiorstwie autobusowym też? Waciaka nie nosi…”

    Chyba nigdy nie widziałem dyspozytora z bliska, więc nie do końca wiem, jak wygląda jego stanowisko pracy. Twoje poprzednie przykłady były w każdym razie oczywiste (instruktor szkolący innych kierowców dalej większość czasu spędza w autobusie, a więc nie ma tych podstawowych przywilejów, które zyskuje się choćby na najniższym szczeblu LMC, jak prawo do przerwy na herbatkę).

    20/01/2011 o 13:39

  83. sheik.yerbouti

    @wo „Od czasu do czasu jakiś mój sąsiad z biurka odfruwa z MMC do Upper Middle Class, bo na przykład awansuje ze znanego dziennikarza na celebrytę”
    Pozdrów Bartosza od nas przy jakiejś okazji.

    @wo „(instruktor szkolący innych kierowców dalej większość czasu spędza w autobusie, a więc nie ma tych podstawowych przywilejów, które zyskuje się choćby na najniższym szczeblu LMC, jak prawo do przerwy na herbatkę).”
    rzeco? Prawo do przerwy na posiłek (nie odliczanej od czasu pracy) jest przecież w KP, a jeśli ktoś robi na zewnątrz (choćby i czasem) to jeszcze posiłek regeneracyjny.

    „Przesunięcia w ramach klasy średniej to nie jest żaden mit neoliberalny.”
    To nie mit,to Niezwykle Rzadkie Zdarzenie.

    20/01/2011 o 15:10

  84. sheik.yerbouti

    @gammon
    „Czy wy, młodzi, bez blipa juz nawet pić / strzelać w płuco / w żyłę nie potraficie?”
    No ja o tym nie donoszę, ale niejednokrotnie ludzie się tym chwalą bądź tym tłumaczą.
    @nameste
    „nowych technologii, które są obsługiwane wg Ciebie przez LC (bo dress code), a które wymagają kwalifikacji dalece przekraczających poziom kompetencji wystarczający do bycia panną w BOK.”
    Racya, wciąż więcej operatorów frezarek CNC etc. a to przecież nie jest robota dla kogoś po studiach.

    BTW: Co za żałością są polskie studia. Aż by mi wstyd było używać takiego kryterium.

    20/01/2011 o 15:16

  85. wo

    @sheik
    „rzeco? Prawo do przerwy na posiłek (nie odliczanej od czasu pracy) jest przecież w KP, a jeśli ktoś robi na zewnątrz (choćby i czasem) to jeszcze posiłek regeneracyjny.”

    No właśnie, ale czym innym wymuszona kodeksem „przerwa na”, a czym innym jest prawo biurowego pracownika do tego, żeby w dowolnie wybranym momencie po prostu odejść na chwilę od biurka i udać się do sracza, baniaka z wodą ciepłą i zimną, kafeterii, stołówki czy wręcz salonika prasowo-kawowego na latte i creme brulee.

    Z punktu widzenia kierowcy autobusu albo kasjerki w Lidlu, to jest gigantyczny komfort.

    „To nie mit,to Niezwykle Rzadkie Zdarzenie.”

    W moim otoczeniu takie przesunięcia były bardzo częste. Może to dlatego, że należę do specyficznego pokolenia, ale na własne oczy widziałem kilka awansów LMC – MMC – UMC (stażysta – dziennikarz pełną gębą – rentier, bo umiejętnie pograł pracowniczymi akcjami).

    Czy przypadkiem kolega ^reuptake nie zrobił takiej ścieżki życiowej właśnie?

    20/01/2011 o 15:33

  86. ludwigbodmer

    @WO

    „prawo biurowego pracownika do tego, żeby w dowolnie wybranym momencie po prostu odejść na chwilę od biurka i udać się do sracza, baniaka z wodą ciepłą i zimną, kafeterii”

    Oczywiście wylogowując się wcześniej z telefonu, bo ewidencjonowany czas pracy.

    Niestety spora część korpostanowisk call center i podobnych to skurwiały outsourcing, gdzie możliwości jakiegokolwiek awansu są, lajk, żadne.

    20/01/2011 o 16:02

  87. @wo

    „No właśnie, ale czym innym wymuszona kodeksem „przerwa na”, a czym innym jest prawo biurowego pracownika do tego, żeby w dowolnie wybranym momencie po prostu odejść na chwilę od biurka i udać się do sracza, baniaka z wodą ciepłą i zimną, kafeterii, stołówki czy wręcz salonika prasowo-kawowego na latte i creme brulee.”

    A co z ludźmi pracującymi z domu? Bo np. tak samo luźno mają w tego typu kwestiach zarówno ludzie klepiący w domu tłumaczenia, jak i skręcający długopisy.

    20/01/2011 o 16:14

  88. Skręcanie długopisów jako praca, sustainable model zarabiania na życie? Pliz.

    20/01/2011 o 16:23

  89. @ludwigbodmer
    „Niestety spora część korpostanowisk call center i podobnych to skurwiały outsourcing, gdzie możliwości jakiegokolwiek awansu są, lajk, żadne.”

    To w’ogle jest szerszy problem: pracodawcy szukając oszczędności mordują bkś przesuwając ich na granicę LMC/MMC.

    20/01/2011 o 16:26

  90. Chyba LC/LMC.
    Istnieją praktyki stosowane w niektórych firmach outsourcinowych, od czytania o których włos się jeży na głowie:
    http://www.centernetworks.com/odesk-eslavery

    20/01/2011 o 16:32

  91. „Skręcanie długopisów jako praca, sustainable model zarabiania na życie? Pliz.”

    To po prostu ikoniczny przykład „gorszej” pracy z domu. Zapewne znalazłyby się inne przykłady.

    20/01/2011 o 16:34

  92. wo

    @ausir
    „A co z ludźmi pracującymi z domu? Bo np. tak samo luźno mają w tego typu kwestiach zarówno ludzie klepiący w domu tłumaczenia, jak i skręcający długopisy.”

    Wtedy zostaje klasyczny Bourdieu. Ludzie klepiący w domu tłumaczenia, jak i skręcający długopisy mają radykalnie inaczej urządzony dom i nawet pozornie ta sama czynnosć wygląda u nich zupełnie inaczej. Jest jakiś fragment „Lubiewa” poświęcony opisowi temu, jak u bohaterów powieści wygląda czynność „wypicia herbaty”.

    @eli.wurman
    „To w’ogle jest szerszy problem: pracodawcy szukając oszczędności mordują bkś przesuwając ich na granicę LMC/MMC.”

    Dlatego marksowska przepowiednia, że klasa średnia i tak zdechnie, bo klasa wyższa ją przerobi na proletariat, jest jak arsenek galu – ciągle się wydaje, że to będzie już pojutrze.

    20/01/2011 o 16:34

  93. Ależ hermetyczny chemiczno-technologiczny dowcip. To już wolę porównanie do teleportacji, samochodów elektrycznych czy kolonizacji Marsa.

    20/01/2011 o 16:42

  94. @Tomash
    Ależ hermetyczny chemiczno-technologiczny dowcip.

    #ludziektórzynieceniąosiągnięćnaukipolskiej

    20/01/2011 o 19:44

  95. Try

    A pracował kto z was przy wyrębie lasu w Bieszczadach albo przy rozładunku wagonów z nawozem? Ja tak i tego co się tam dowiedziałem o sobie pewnie żadne z was na facebooku nie znajdzie Powodzenia…

    20/01/2011 o 22:18

  96. @A pracował kto z was przy wyrębie lasu w Bieszczadach albo przy rozładunku wagonów z nawozem?

    Dlaczego mielibyśmy robić rzeczy, do których się nie nadajemy?

    20/01/2011 o 22:26

  97. lysaczi

    „brzmi jakbyś zaiste wierzył w ten neolib-korpo-mit, w co trochę mnie z kolei nie chce się wierzyć.”

    anecdata2: mój obecny szef zaczynał od klepacza fatur. jest obecnie CFO. w tej samej firmie.

    anecdata3: ja zaczynałem od klepacza wizytówek w Tempservice za 12,5 peelena za godzinę. teraz jestem tzw „kierownikiem średniego szczebla”

    anecdata3: tak samo szła większość znanych mi menadżerów.

    ja rozumiem opisywanie neolibkorpomitów, że niby to tylko po to, żeby korpoludków bardziej do karoshi przybliżyć, ale po co pisać o ich słabej wiarygodności? przecież na serio ten schemat działa, i dzięki zdolniejsi awansują i bardziej ciekawe rzeczy za lepszą kasę

    jeśli to brzmi jak #wyznaniazamway albo jeśli czegoś nie kumam, to poproszę pokornie bardziej drukowanymi

    20/01/2011 o 23:19

  98. Try

    @Dlaczego mielibyśmy robić rzeczy, do których się nie nadajemy?

    Bo dużo teoretyzujecie na jeden temat. Mam wrażenie, że brakuje Wam kontekstu i żywiołu. (nie wiem czy w życiu czy tylko pisaniu)

    Obecnie jestem dyrektorem w dużej korporacji (tak, skrótem z którego się nabijacie) ale rąbiąc las w Bieszczadach miałem okazję poznać dwie strony medalu i nauczyć się m.in.:

    robić to co chcę i robić to co muszę.

    21/01/2011 o 06:51

  99. Gammon No.82

    @Try
    Bo dużo teoretyzujecie na jeden temat.

    Na jaki jeden temat?

    Mam wrażenie, że brakuje Wam kontekstu i żywiołu. (nie wiem czy w życiu czy tylko pisaniu)

    Na oko niczego im nie brakuje (BTW co to jest ów „kontekst”, co to go wypada mieć?), ale skwaszeniec może tego nie zauważać.

    ale rąbiąc las w Bieszczadach miałem okazję poznać dwie strony medalu i nauczyć się m.in.:
    robić to co chcę i robić to co muszę.

    W sensie, że byłeś więźniem i rąbałeś ten las przymusowo?

    21/01/2011 o 07:33

  100. Try

    Kontekst, który wypada mieć wynika z umiejętności budowania doświadczenia życiowego. Nie koniecznie wynikającego z wieku. Niektórzy poznają go w ciągu jednego dnia. Czy byłem więźniem? Nie.. Las rąbałem bo chciałem żyć, poznać wartościowych ludzi i ich doświadczenia życiowe. Teraz przekazuję to tym, którzy ze mną pracują w korporacji. Do której muszę już iść :) Bez urazy.

    21/01/2011 o 07:45

  101. ladygaga

    @Try
    „rąbiąc las w Bieszczadach miałem okazję poznać dwie strony medalu i nauczyć się m.in. robić to co chcę i robić to co muszę.”

    Nie wiem, co prawda w jakich okolicznościach i po co rąbałeś las w Bieszczadach (biedny las), ale to mi przypomniało o jeszcze jednej formie spędzania czasu przez korporacyjną bkś. Dwutygodniowy wolontariat, szczególnie w krajach Trzeciego Świata: sadzenie drzewek w Malezji, zbudowanie szkoły w Afryce, pouczenie dzieci angielskiego w Timbuktu, a wszystko okraszone sloganem misji, przy lampce drogiego wina z korpokolegami.

    21/01/2011 o 07:51

  102. Try

    :) To fajne co napisałeś.

    Note:
    Wycinka lasu w Bieszczadach – to pozyskiwanie drewna z którego codziennie korzystasz.
    W miejsce wyciętych drzew sadzi się nowy las.

    Pracowałem tam z najprawdziwszymi ludźmi na świecie, którzy wykonują tą pracę od co najmniej pokolenia. Jadłem ziemniaki z ogniska, konserwy i piłem kawę zbożową ze słoika. (To tak na marginesie odnosząc się do Twojej dygresji)

    @ladygaga – masz rację. Podzielam Twoje zdanie.
    Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jeden fakt: Czy skręcanie długopisów to porażka tych, którzy je skręcają czy tych, którzy proponują taki biznes na psich warunkach?

    Czy korzystając z bloga nie zmuszasz szarych ludzi do siedzenia nocami przed komputerem i pilnowania systemów operacyjnych wordpress?

    W każdym skrawku życia można się buntować. Osobiście wolę jednak coś robić. Buntować się w korporacji szanując ludzi i walcząc o lepsze warunki dla tych, którzy muszą tam być.
    Co do reszty zupełnie się zgadzam. I też czasami nie potrafię pohamować skrajnych opinii na temat korporacji.

    21/01/2011 o 08:09

  103. ladygaga

    @Try
    „najprawdziwsi ludzie”

    Sól tej ziemi, czyli proletariat. Piękne.

    „Czy skręcanie długopisów to porażka tych, którzy je skręcają czy tych, którzy proponują taki biznes na psich warunkach?”

    Nocia była o czymś innym. Dyskusja pod nią jakby trochę też.

    21/01/2011 o 08:27

  104. Try

    Ok. Ok. Ale fajnie było Was poznać.

    21/01/2011 o 08:29

  105. @bart, lysaczi:

    Na Wasze anecdata są kontr-anecdata. No i, generalnie, to właśnie ten mit współwymusza postawy nadgodziny-to-norma, pełnej dyspozycyjności oraz w-dupę-włażenia, czyli składowe tzw. wyścigu szczurów; żeby działał, potrzebuje anecdatowych przykładów. Ale dla większości w nagrodę jest kaczan.

    Bliższa mi jest optyka czescjacka:

    przeraża […] przekonanie, że awans z junior przydupasa na vice przydupasa pozwoli w krótkim czasie osiągnąć osobiste szczęście i służy rozwojowi całego społeczeństwa, nabranie się na mit istotności marketingowych pierdół.

    21/01/2011 o 08:59

  106. RobertP

    @Try
    „Pracowałem tam z najprawdziwszymi ludźmi na świecie, którzy wykonują tą pracę od co najmniej pokolenia.”

    Jak widać, Gombrowiczowska tęsknota za parobkiem przetrwała w filmie polskim (gdzie menel między łykami jabola, rzuca głębokie myśli o dobru, prawdzie i pięknie) i przy wyrąbie drewna. Dużo się tam od czasów Hłaski zmieniło?

    „Jadłem ziemniaki z ogniska, konserwy i piłem kawę zbożową ze słoika.”

    Innym ludziom takie atrakcje zapewniło w młodości harcerstwo, niskobudżetowe wakacje pod namiotem lub życie studenckie.
    Potem zwykle nie odczuwają potrzeby organizowania im takich „atrakcji” przez wynajętą firmę, wolą spędzić weekend z rodziną niż uczyć się grać na bębnach czy bawić w podchody nazwane dla niepoznaki „City tour” czy „Nocna gra”

    21/01/2011 o 09:14

  107. lysaczi

    @nameste

    wiesz, „awans z junior przydupasa na vice przydupasa” pozwala przestać się martwić o bardzo wiele rzeczy, jak na przykład z kim wynająć mieszkanie, bo samemu mnie nie stać, skąd wziąć kasę na lapka, jak pomóc rodzicom, którzy mają głodowe emerytury, czy nawet daje możliwość wyboru między wspomnianym Egiptem za 1500 i Azją środkowo-wschodnią na 3 miesiące za kilkakrotnie więcej

    poza tym w całym wyścigu szczurów efektem łagodzącym jego niemiłe efekty (jak konieczność większego przyłożenia się do roboty) jest dla niektórych fakt, że po prostu lubią swoją robotę i sprawia im ona przyjemność

    21/01/2011 o 09:14

  108. @lysaczi

    Nie bierz tego tak osobiście. No i w „wyścigu szczurów” nie chodzi o „konieczność przyłożenia się do roboty”, tylko o very-uznaniowość wypełniania tego kryterium. Also: płacą Ci za nadgodziny, czy ich po prostu nie masz?

    21/01/2011 o 09:26

  109. wo

    @nameste
    „Also: płacą Ci za nadgodziny, czy ich po prostu nie masz?”

    To jedno (niejedyne, ofkors) kryterium przynależności do MMC: mniej alienująca praca. Czy kiedy trafia do mnie przepremierowy egzemplarz nowego Dukaja, powinienem o siedemnastej zamknąć książkę, o ile pracodawca mi nie zapłaci za czytanie po godzinach?

    21/01/2011 o 09:31

  110. @wo

    Więcej w tym specyfiki branży niż specyfiki hm, klasy.

    21/01/2011 o 09:33

  111. wo

    „Las rąbałem bo chciałem żyć, poznać wartościowych ludzi i ich doświadczenia życiowe.”

    Przeczuwam, ze kolega posiadał w pewnym okresie chlebaczek z napisem „Sted”.

    21/01/2011 o 09:43

  112. @wo
    „mniej alienująca praca”

    Ale ale, nie o to chodzi. Nawet wysoko postawiony bankowiec ciągle zajmuje się bankingiem. W wizji bkś-ów przerażające jest właśnie to, że bankowanie, marketingowanie i account managowanie może kogoś nie alienować, niezależnie od wysokości zarobków.

    Chociaż faktycznie ci typowi bkś, z których kont na goldenline się śmiejemy, mają raczej niskie stanowiska, ale przecież awans nie sprawiłby, że przestaliby być bkś.

    21/01/2011 o 09:47

  113. Gammon No.82

    @Try
    Kontekst, który wypada mieć wynika z umiejętności budowania doświadczenia życiowego.

    „Kontekst wynika z umiejętności budowania doświadczenia”… Czy naprawdę nie można tego ująć jakoś zwyczajniej, tak po ludzku?

    Nie koniecznie wynikającego z wieku. Niektórzy poznają go w ciągu jednego dnia.

    Rozumiem, chodzi o doświadczenie życiowe zbudowane w jeden dzień.

    Czy byłem więźniem? Nie.. Las rąbałem bo chciałem żyć, poznać wartościowych ludzi i ich doświadczenia życiowe.

    Po pierwsze, wynika z tego, że nie musiałeś rąbać, tylko chciałeś rąbać. Na tej zasadzie to ja roztrząsałem obornik, doiłem krowy, wylewałem fundamenty i skakałem jak małpa po więźbie dachowej. Ale nie dorabiałem do tego jakiejś wyszukanej ideologii.

    Po drugie, nie jestem pewien, czy poznawanie wartościowych ludzi przekłada się na jakość rąbania lasu.

    Teraz przekazuję to tym, którzy ze mną pracują w korporacji.

    Doświadczenia z wyrębu lasu w korporacji? Chodzi o Husqvarnę?

    21/01/2011 o 10:18

  114. lysaczi

    @ nameste
    „very-uznaniowość wypełniania kryterium „konieczność przyłożenia się do roboty””

    nienie, „konieczność przyłożenia się do roboty” rozumiana jako niedogodność, a nie kryterium do awansu. przecież w wyścigu szczurów chodzi o skuteczność, a nie pracowitość, i to już jest dość zero-jedynkowe kryterium.

    a wychodzenie o 17tej, no to tak jak wo napisał, chociaż przeklejanie z corela do excela niewielu może wydawać się mało analogiczne do czytania Dukaja (also, na Lód to i jeden pełny dzień nie wystarczy)

    21/01/2011 o 10:24

  115. @Nameste:

    Na Wasze anecdata są kontr-anecdata.

    Hej, ale jak w wojsku mówią szeregowcom, że każdy z nich nosi w plecaku marszałkowską buławę (o ile tak mówią), to nie oznacza to przecież zdania „Wszyscy zostaniecie kiedyś marszałkami”!

    Nasze anecdata pokazują, że awans od zera do bohatera w korpo jest możliwy i wcale nie tak rzadki, jak go malujesz (że to niby jakiś korpo-mit). Przypuszczam nawet, że korporacji bardziej się opłaca awansować swojego zdolnego pracownika niż uprawiać headhunting po mieście.

    21/01/2011 o 10:40

  116. @lysaczi

    „ja rozumiem opisywanie neolibkorpomitów, że niby to tylko po to, żeby korpoludków bardziej do karoshi przybliżyć, ale po co pisać o ich słabej wiarygodności? przecież na serio ten schemat działa, i dzięki zdolniejsi awansują i bardziej ciekawe rzeczy za lepszą kasę”

    Czasami awans oznacza robienie mniej ciekawych rzeczy, ale za lepszą kasę.

    21/01/2011 o 10:44

  117. Try

    @Gammon No.82
    „„Kontekst wynika z umiejętności budowania doświadczenia”… Czy naprawdę nie można tego ująć jakoś zwyczajniej, tak po ludzku?”

    Można – ludzie osadzeni w rzeczywistości.

    „Rozumiem, chodzi o doświadczenie życiowe zbudowane w jeden dzień”.

    Tak, dobrze zrozumiałeś.

    „Po pierwsze, wynika z tego, że nie musiałeś rąbać, tylko chciałeś rąbać. Na tej zasadzie to ja roztrząsałem obornik, doiłem krowy, wylewałem fundamenty i skakałem jak małpa po więźbie dachowej. Ale nie dorabiałem do tego jakiejś wyszukanej ideologii”.

    Masz rację. Może przesadzam. Chciałem włożyć kij w mrowisko do ciekawej dyskusji.

    „Po drugie, nie jestem pewien, czy poznawanie wartościowych ludzi przekłada się na jakość rąbania lasu”.

    Nigdzie tego nie napisałem.

    „Doświadczenia z wyrębu lasu w korporacji? Chodzi o Husqvarnę?”

    Nieeeee :) W zupełnie innej.

    21/01/2011 o 10:45

  118. lysaczi

    @czescjacek

    „W wizji bkś-ów przerażające jest właśnie to, że bankowanie, marketingowanie i account managowanie może kogoś nie alienować”

    Znowu stwierdzenie z pozycji „tylko to co ja robię to piękno i dobro, reszta to marność”. To, że ciebie może nudzą cyferki, koncepcje biznesowe czy jakieś inne mało fajnie brzmiące aktywności w korpo, to nie znaczy, że niektórym nie sprawiają przyjemności. Anecdata again: mój brat robił kiedyś najnudniejszą wg mnie czynność na świecie, mianowicie pracował przy taśmie produkcyjnej (i do tego czasami nocami). Opowiadał mi potem, że jest fajnie, bo mogą współzawodniczyć kto lepiej czy szybciej cośtam zrobi na tej taśmie (bez wchodzenia w szczegóły). To brzmiało przerażająco, ale czy różniło się czymś od pracy w korpo, gdzie starasz się być najlepszy w tym co robisz, czy od pisania tekstów, które równiesz starasz się, żeby były możliwie jak najlepsze?

    przeciętnego przedstawiciela bkś nie alienuje jego praca, bo sprawia mu przyjemność, tym bardziej, że jest wciąż dość blisko ludzi, którzy „mają gorzej” i albo nie mają pracy w ogóle, albo pracują dla Zenona Benona, udzielnego pana i władcy.

    21/01/2011 o 10:48

  119. @Try

    Używaj pls cudzysłowów, kursywy albo innego wyróżnika graficznego cytatów.

    21/01/2011 o 10:54

  120. Mnie tam na przykład ciekawsze wydaje się to, co robię ja, niż to, co robi mój bezpośredni szef (jemu zresztą też), bo ja nie muszę przeklejać statystyk z Corela do Excela, ani brać udział w tylu nudnych konferencjach, co on.

    21/01/2011 o 10:58

  121. @lysaczi
    „tylko to co ja robię to piękno i dobro”

    No skąd, większość tego co robię, to też coś w rodzaju przeklejania z excela do corela.

    „to nie znaczy, że niektórym nie sprawiają przyjemności”

    Ale ja nie mówię, że przeklejanie cyferek nie sprawia przyjemności, mówię przecież, że przeraża mnie właśnie to, że komuś sprawia.

    „przeciętnego przedstawiciela bkś nie alienuje jego praca, bo sprawia mu przyjemność”

    No więc trzeci albo czwarty raz powiem, że to jest właśnie kurwa straszne.

    To tak jak masz ten blog http://wycietezmejli.blogspot.com/ i ci ludkowie, autorzy tych mejli, traktują swoje pozbawione znaczenia pierdółki z taką powagą, jakby tworzyli Sztukę. Scary shit po prostu.

    21/01/2011 o 10:59

  122. sheik.yerbouti

    @lysaczi
    „o, że ciebie może nudzą cyferki, koncepcje biznesowe czy jakieś inne mało fajnie brzmiące aktywności w korpo, to nie znaczy, że niektórym nie sprawiają przyjemności.”
    Ale czy to nie jest właśnie, jak zauważa czescjacek, potworne,że ludzie to LUBIĄ? Całą tę fizykę kapitalizmu,że tu merdżer, tam hostile takeover i zdobycie przewagi konkurencyjnej, podniesiemy tempo wzrostu zysków kwartalnych. A przy okazji wyzysk pracowników, outsourcing i redukcje, bo to będzie dobre dla naszego biznesu? To jest potwornie smutna rzeczywistość i całkiem niedobrze,że kogoś te tabelki autentyczne cieszą.

    21/01/2011 o 11:22

  123. sheik.yerbouti

    @”większość tego co robię, to też coś w rodzaju przeklejania z excela do corela.”

    Nawet Wilq tak zarabia, to co dopiero my, małe żuczki.

    21/01/2011 o 11:24

  124. No więc trzeci albo czwarty raz powiem, że to jest właśnie kurwa straszne.

    No ale mistrzu złoty, nawet po ostatecznym krachu systemu korporacyjnego nie każdy będzie miał zaszczyt tworzyć w pracy dzieła wiekopomne.

    Opowiem ci o mojej pracy. Otóż ja zajmuję się porządkowaniem tego, co narobią graficy. To są artyści, oni niedbale sieczą pędzlem, ich nie interesuje, że coś ma być równo. Potem przychodzę ja, nudny, ponury szczególarz i zaczynam czyścić to, co nasiekli, retuszuję, poprawiam, porządkuję, równam do linijeczek. Praca niewdzięczna, bo jak wszystko zrobię dobrze, to nic nie widać, a jak coś spieprzę, to płynie gówno. I, kurczę, odczuwam satysfakcję, jak coś zrobię dobrze, czyli jak de facto efekt będzie zerowy. I odczuwam satysfakcję, jak moja firma wypuści jakieś ładne opakowanie, choć wcale go nie projektowałem, a tylko sprzątałem po graficzce.

    Wy lewacy macie takie okropne powiedzenie, że żadna praca nie hańbi. A tu nagle się okazuje, że praca może i nie hańbi, ale satysfakcja z pracy potrafi być straszna w oczach innych. Dziwne to i przykre. Jak Genowefa Zamieć ma radość z tego, że ładnie posprzątała, to jest to godne i sprawiedliwe. A jak korpoludek się cieszy, że mu się domknął arkusz w Excelu, to CześćJacek mówi „straszne to, kurwa”.

    To tak jak masz ten blog http://wycietezmejli.blogspot.com/ i ci ludkowie, autorzy tych mejli, traktują swoje pozbawione znaczenia pierdółki z taką powagą, jakby tworzyli Sztukę. Scary shit po prostu.

    Zaskakuje mnie to, jak odbierasz zawartość tego blogaska. Jako częsty adresat podobnych mejli mam zupełnie inne odczucie. Może więc o nim opowiem. Otóż działy marketingu są zazwyczaj zapełnione absolwentami kierunku marketing w Prywatnej Szkole Tego i Owego. Ci ludzie mają lepsze lub gorsze pojęcie o zwiększaniu sprzedaży poprzez stosowanie reklam i promocji, ale można powiedzieć, że w tym akurat się specjalizują. Tymczasem do ich obowiązków należy również ocenianie treści i wyglądu reklam – muszą więc wykazać się wiedzą z psychologii, socjologii, języka polskiego oraz, o zgrozo, dobrym gustem czy, Hospody pomyłuj, kreatywnością. Efekty bywają bardzo zabawne, i je właśnie można obejrzeć na wspomnianym blogasku. Ja tam nie widzę żadnej napinki, powagi czy tworzenia Sztuki. Raczej bezradność i desperację związane z wykraczaniem poza swoje kompetencje.

    21/01/2011 o 11:34

  125. lysaczi

    @czescjacek

    „Scary shit po prostu”

    ludzie są różni, nie wszyscy mają IQ powyżej 110 i wrażliwość poety. Może po prostu masz dla nich zbyt mało tolerancji? Katole też mówią o gejach „scary shit po prostu”.

    21/01/2011 o 11:49

  126. lysaczi

    @myself

    z dołu przepraszam za zdupne analogie

    21/01/2011 o 11:51

  127. RobertP

    @czescjacek

    „Ale ja nie mówię, że przeklejanie cyferek nie sprawia przyjemności, mówię przecież, że przeraża mnie właśnie to, że komuś sprawia.”

    No dobra, przeklejanie cyferek nie sprawia, robię to na autopilocie.
    Za to, mam taką matriksową satysfakcję, jak nagle gdzieś tam zobaczę blondynkę czy brunetkę – czyli zestaw cyferek w którym coś jest popieprzone, ale system jeszcze nie drze japy bo mu się w widełkach mieści.

    Albo jak zmuszę system do łyknięcia cyferek, których autorzy systemu z dalekiej centrali nie przewidzieli, bo do łba im nie przyszło, że w Bolandzie ktoś może mieć takie dziwne wymagania.

    21/01/2011 o 11:52

  128. sheik.yerbouti

    @bart
    „A jak korpoludek się cieszy, że mu się domknął arkusz w Excelu, to CześćJacek mówi „straszne to, kurwa”
    Zależy jaki korpoludek. Jeśli arkusz się domknął, bo produkcja idzie do Chin a BOK do kurnika pod Łodzią, ale autor się cieszy i mu przyjemnie to chyba jednak jest straszne?
    A jeśli arkusz dotyczy zamówienia papieru i spinaczy oraz kawy z filtrem,to się chyba nikt o to nie przypierdala?

    21/01/2011 o 12:00

  129. lysaczi

    @sheik.yerbouti
    „podniesiemy tempo wzrostu zysków kwartalnych. A przy okazji wyzysk pracowników, outsourcing i redukcje”

    a to już są stereotypy, i na dodatek nie w temacie bkś tylko iwl korpo (temat rzeka)

    21/01/2011 o 12:02

  130. ladygaga

    @lysaczi
    „Może po prostu masz dla nich zbyt mało tolerancji? Katole też mówią o gejach „scary shit po prostu”.”

    Aż się zakrztusiłam po tej analogii. Przypomniała mi flejma o rekonstrukcjach.

    Mnie się wydaje straszne to, że wspominanych przez Barta korpoludków Czescjacek redukuje do bezmyślnych trybików, bez cienia świadomości, zamiast założyć, że oni po prostu jakoś nauczyli się funkcjonować w chorym systemie i chwała im za to, bo świadczy to dobrze o ich inteligencji.

    21/01/2011 o 12:03

  131. A jeśli arkusz dotyczy zamówienia papieru i spinaczy oraz kawy z filtrem,to się chyba nikt o to nie przypierdala?

    Znaczy, może czytałem nieuważnie, ale chyba nie zostało wprowadzone rozróżnienie na Czynienie Zła i Nudną Zwykłą Robotę, tylko CześćJacek się dziwił, że kogoś to w ogóle może kręcić.

    Also: wyobrażenie, że chlebem powszednim korpoludka jest niszczenie setek ludzkich istnień przez wysyłanie produkcji do Chin, to wizja oczywiście piękna i szlachetna, ale nijak nieprzystająca do rzeczywistości. No chyba że tak rozstawimy widełki moralne, że Złem będzie praca dla firmy zatrudniającej więcej niż 50 pracowników (co, wydaje mi się, już w Internetach widziałem).

    21/01/2011 o 12:17

  132. sheik.yerbouti

    @Also: wyobrażenie, że chlebem powszednim korpoludka jest niszczenie setek ludzkich istnień
    Oczywiście, że nie. Tylko czasem, okazjonalnie może się do tego przyłożyć, zaproponowac jakiś wniossek racjonalizatorski (i z miejsca awansować^^J)
    Och, już poflejmować nie można, od razu szczególarze wyciągają jakieś drobiazgi. Aż się chce pojechać Godwinem/Eichmannem.

    21/01/2011 o 12:27

  133. lysaczi

    @ ladygaga

    „Aż się zakrztusiłam po tej analogii:

    przecież przeprosiłem, nie mam czasu bardziej wysilić się na znalezienie lepszej, skoro anecdata mojego brata jako osoby z innej planety nie wystarczyło

    „redukuje korpoludków do bezmyślnych trybików”

    poczucie wyższości to przyjemne uczucie, któremu nie ma co odbierać jego hedonistycznego utylitaryzmu. z tym, że może być trochę złudne, no i nie ułatwia kontaktów z resztą społeczeństwa (tu: bkś)

    21/01/2011 o 12:27

  134. @bart

    Robienie-Czegoś-Dobrze (w odróżnieniu od bylejak) jest jednym z kryteriów osiągania Quality jako wartości. Ale jest prosta gilotynka: albo robi się dobrze w ramach samopodtrzymania jakiegoś systemu (np. genialne tabelki dla szefa, który pokaże je oberszefowi i tyle z tego), a wtedy jest oczywiste, że można (trzeba?) zastanowić się, czemu ten system służy, albo też ma się bardziej bezpośrednie przełożenie na efekty. Np. Ty przyczyniasz się do powstawania ładnych opakowań, które cieszą ludziom oko, i generalnie poprawiają środowisko wizualne.

    Wytyczenie granicy między jednym a drugim jest w ogólnym przypadku arbitralne. Parę zoom-in / zoom-out i gilotynka przestaje wyglądać tak prosto.

    21/01/2011 o 12:30

  135. fan-terlika

    Jaki twist! A w ogóle first of all, bart ma rację jak stąd do księżyca. A straszne jest przypierdalanie się, że ktoś ma satysfakcję z pracy (och och, bo nie tworzy Sztuki).

    21/01/2011 o 12:34

  136. @nameste: Ale robię też jakieś zestawienia i dupochrony albo zbędne projekty „na trzeciego” – i z tego też potrafię mieć satysfakcję.

    21/01/2011 o 12:35

  137. ladygaga

    @lysaczi
    No przeprosiłeś. Ja za ówczesne swoje, prawie identyczne, również.

    „poczucie wyższości to przyjemne uczucie, któremu nie ma co odbierać jego hedonistycznego utylitaryzmu. z tym, że może być trochę złudne, no i nie ułatwia kontaktów z resztą społeczeństwa (tu: bkś)”

    I jak alienuje. Bardziej niż praca w Excelu. A poza tym bardzo brzydko wygląda, jak się ją zwerbalizuje i rozpisze.

    21/01/2011 o 12:35

  138. @bart
    „I odczuwam satysfakcję, jak moja firma wypuści jakieś ładne opakowanie, choć wcale go nie projektowałem, a tylko sprzątałem po graficzce”.

    No ja też dopieszczam czasem zdania-setki spływające mi z baz, chociaż mógłbym to olać, a potem jak dopieszczę, to się cieszę. Ale chyba nie do końca o to mi chodzi, tylko nie wiem, o co.

    „Jak Genowefa Zamieć ma radość z tego, że ładnie posprzątała, to jest to godne i sprawiedliwe. A jak korpoludek się cieszy, że mu się domknął arkusz w Excelu, to CześćJacek mówi „straszne to, kurwa”.”

    No ale jak Genowefa Zamieć ładnie posprząta, to ma efekt: ma ładnie posprzątane, ludzie się cieszą, fajnie jest, czysto. To nie jest jakieś szczególnie alienujące (przynajmniej pierwsze 100 razy). Jak ja zamieniam w 500 zdaniach jedno słowo na inne, bo ktoś wycięty z mejli sobie wymyślił, że będzie bardziej inspirujące marketingowo, to jest to z kolei zajebiście alienujące. Nie żebym twierdził, że sprzątaczka ma w pracy w jakikolwiek sposób lepiej ode mnie.

    „Raczej bezradność i desperację związane z wykraczaniem poza swoje kompetencje”.

    Bo ja wiem? To z krojeniem kiełbasy tak, żeby zachować naturalny kształt włókien, to pewnie ściema, ale tam są też takie myki, jak (teraz na drugiej stronie) „Woda jest faktycznie z gór i dobrze jakby konsument poczuł ten lekki wiaterek, szum strumyczka i poszedł do sklepu”. AAAAAAAAAA no ludzie, którym zależy, żeby konsument czuł szum strumyczka, kiedy kupuje minerałkę. Nie wiem, może to tak działa, ale wtedy jest jeszcze smutniej.

    @Lady
    „Czescjacek redukuje do bezmyślnych trybików, bez cienia świadomości, zamiast założyć, że oni po prostu jakoś nauczyli się funkcjonować w chorym systemie”

    Nauczenie się funkcjonowania w chorym systemie to właśnie „redukcja do bezmyślnego trybika”! To tak jak z tą kobietą z lektury szkolnej, która miała męża, ale go nie kochała, tylko kochała się w tym co w białym garniturze do stawu wlazł, żeby jej nenufara zerwać. Otóż cała jej podmiotowość opierała się na tym, że była nieszczęśliwa z sytuacji, w jakiej się znalazła. Gdyby się z nią pogodziła, Utraciłaby Siebie. (śmiesznie, nie umiem o tym jak mówić bez popadania w nastolactwo).

    @lysaczi
    „Może po prostu masz dla nich zbyt mało tolerancji”

    No pliiiiiz, rozmawiamy o stereotypie, nie o prawdziwych ludziach. Ludzi, których przy powierzchownym kontakcie mogę sobie sklasyfikować jako bkś, pewnie mógłbym cenić i lubić, gdybym więcej o nich wiedział.

    21/01/2011 o 12:36

  139. Bo ja wiem? To z krojeniem kiełbasy tak, żeby zachować naturalny kształt włókien, to pewnie ściema, ale tam są też takie myki, jak (teraz na drugiej stronie) „Woda jest faktycznie z gór i dobrze jakby konsument poczuł ten lekki wiaterek, szum strumyczka i poszedł do sklepu”.

    No ale właśnie to jest przykład czegoś takiego, o czym ja pisałem! To pracownik działu marketingu w akcji, bezradny i nie do końca rozumiejący, jak artystyczna wizja może się przełożyć na sprzedaż.

    Ale zapomniałem napisać o jeszcze jednej rzeczy, która chodzi mi po głowie, jak czytam Wycięte z Mejli. Faktycznie czasem w tych mejlach, które przychodzą do mnie czy do nich, przebija się echo jakichś mózgotrzepnych konferencjo-szkoleń integracyjno-markobudujących, na których pracownikom wtłacza się w głowę różne idee związane z korporacją, w której pracują.

    Marketoid z dystansem będzie mi powtarzał te prawdy z ledwo dosłyszalnym sarkazmem. Marketoid-buc będzie je wykrzykiwał do słuchawki i umieszczał na swoich prywatnych profilach w serwisach społecznościowych. Z własnych zbiasowanych obserwacji twierdzę, że jednak tych pierwszych jest dużo więcej i część tych skrajnych przypadków z Wyciętych z Mejli jest tak naprawdę tongue-in-cheek.

    Nauczenie się funkcjonowania w chorym systemie to właśnie „redukcja do bezmyślnego trybika”!

    Czy założyciel Wyciętych z Mejli nie zasługuje na miano myślnego trybika? Jestem pewien, że doskonale funkcjonuje w systemie, tylko częściej chichocze.

    21/01/2011 o 12:53

  140. @bart:

    doskonale funkcjonuje w systemie, tylko częściej chichocze

    No właśnie, jest groźniejszy, por. tubka o Leibachu.

    21/01/2011 o 13:08

  141. ladygaga

    @Czescjacek
    „Nauczenie się funkcjonowania w chorym systemie to właśnie „redukcja do bezmyślnego trybika”!”

    Zdolność do przystosowywania się już sama w sobie wyklucza bezmyślność.
    Porównanie do Barbary niecelne, bo ona po prostu w systemie patriarchalnym tkwiła i cierpiała i na tym cierpieniu polegała jej podmiotowość, a trybik musi ciągle kombinować, żeby zadowolić szefa, marketingowca i przy tym nie zwariować.

    21/01/2011 o 13:14

  142. @Lady
    „wyklucza bezmyślność”

    Och, nadmiar myślenia zagospodarowany podśmiechujkami z systemu. Wszystkie trybiki podśmiechują się z systemu i wszystkie go podtrzymują.
    No i w ferworze flejma trochę zapomniałem o swoim założeniu: też jestem bkś. Przecież.

    21/01/2011 o 13:16

  143. No właśnie, jest groźniejszy, por. tubka o Leibachu.

    Przepraszam, ale ja nie rozmawiam o rozstawianiu widełek moralnych do pozycji „wszystko co korpo, to Zło”. Być może tak faktycznie jest i być może potrzebujemy krwawej rewolucji, która zmiecie biurowce. Nie wiem, nie wnikam.

    Chętnie natomiast porozmawiam o sprowadzaniu korpoludków do roli bezmyślnych trybików, co jest równie zgodne z prawdą i równie sympatyczne, co sprowadzanie Genowefy Zamieć do roli starej głupiej baby, co tylko machać ścierą potrafi.

    21/01/2011 o 13:21

  144. @bart
    „co jest równie zgodne z prawdą”

    Nie chce mi się sprawdzać, czy pod tą notką mówiłem już, że uważam stereotyp bkś za z gruntu fałszywy, ale tak czy siak, mogę powiedzieć to jeszcze raz: to fałszywy stereotyp, którym podtruwamy się nawzajem, żeby łatwiej znieść to, że jesteśmy ludźmi z tego stereotypu.

    21/01/2011 o 13:28

  145. Gammon No.82

    @ladygaga
    Zdolność do przystosowywania się już sama w sobie wyklucza bezmyślność.

    Przedyskutuj to, proszę, z Miss Amoeba proteus.

    21/01/2011 o 13:36

  146. @czescjacek: czy pod tą notką mówiłem już

    Chyba nie za bardzo. Ale lepiej późno itd.

    21/01/2011 o 13:38

  147. Nie chce mi się sprawdzać, czy pod tą notką mówiłem już, że uważam stereotyp bkś za z gruntu fałszywy

    Mówiłeś. Ale rozmowa i tak się osuwa. Może trochę i przez to, że zebrało się tu zacne grono ludzi o zawodach (mniej lub bardziej) wolnych i kreatywnych.

    21/01/2011 o 13:43

  148. ladygaga

    @Czescjacek
    „Och, nadmiar myślenia zagospodarowany podśmiechujkami z systemu.”

    Ironizowanie tutaj, to oczywiste faulowanie po kostkach, kiedy się swojej tezy nie da udowodnić.

    „Wszystkie trybiki podśmiechują się z systemu i wszystkie go podtrzymują.”

    Co do tego, swoją pełną zgodę wyraziłam na samej górze.

    21/01/2011 o 13:48

  149. Minna-san e

    Ja bym prosił by nie konfundować adaptacji z egzaptacją.

    21/01/2011 o 13:48

  150. Gammon No.82

    @ladygaga
    Ironizowanie tutaj, to oczywiste faulowanie po kostkach, kiedy się swojej tezy nie da udowodnić.

    …powiedziała autorka błyskotliwej i w pełni dowiedzionej tezy, że przystosowanie jest nie dopogodzenia z bezmyślnością.

    21/01/2011 o 13:51

  151. Gammon No.82

    p.s.
    „Nie do pogodzenia”, sorrento.

    21/01/2011 o 13:52

  152. ladygaga

    @Gammon

    Trolujesz. Przeczytaj notkę, a dowiesz się, że nie dotyczyła ameb. Patrz komć Nachasza.

    21/01/2011 o 13:57

  153. Gammon No.82

    @ladygaga
    Trolujesz.

    Skądże. Ja?

    Przeczytaj notkę

    Przecież przeczytałem wcześniej od ciebie.

    a dowiesz się, że nie dotyczyła ameb

    No coś niebywałego, sam bym nie zgadł. Ale ja nie odnosiłem się do notki, tylko do twojej autorskiej koncepcji „bezmyślność versus przystosowanie”.

    Czy w takim razie zmodyfikujesz ją następująco: „Zdolność do przystosowywania się już sama w sobie wyklucza bezmyślność, ale wyłącznie u ludzi”?

    21/01/2011 o 14:15

  154. @ladygaga
    Przeczytaj notkę, a dowiesz się, że nie dotyczyła ameb. Patrz komć Nachasza.

    Ale ja tu w intencji ogólnej.

    21/01/2011 o 14:20

  155. ladygaga

    @Nachasz
    Za późno, posłużyłeś za eksponat.

    21/01/2011 o 14:23

  156. Gammon No.82

    @ladygaga
    Za późno, posłużyłeś za eksponat.

    Eksponaty robi się we formalinie, nie w intencji.

    21/01/2011 o 14:36

  157. lysaczi

    @ czescjacek

    „No pliiiiiz, rozmawiamy o stereotypie, nie o prawdziwych ludziach. Ludzi, których przy powierzchownym kontakcie mogę sobie sklasyfikować jako bkś, pewnie mógłbym cenić i lubić, gdybym więcej o nich wiedział.”

    o, dyskusja rzeczywiście zdechła, a chciałem jeszcze dodać, że stereotypowanie jest (chyba) przykładem analogicznym do zapośredniczania celu pracy – w korpo robiąc przysłowiową tabelkę nt outsourcingu nie widzisz biednych hindusów pracujących za miskę ryżu, przy stereotypach zapośrednicza się z kolei konkretnego człowieka: łatwiej z niego żartować czy też hejterzyć

    noale to na deser tylko było

    21/01/2011 o 14:56

  158. wo

    @czescjacek
    ” W wizji bkś-ów przerażające jest właśnie to, że bankowanie, marketingowanie i account managowanie może kogoś nie alienować, niezależnie od wysokości zarobków.”

    Wydaje mi się, że na poziomie człowieka realizującego naprawdę samodzielne projekty, marketing może już nie alienować. Powiedzmy: moi koledzy z pracy, którzy jadą na jakieś spotkania w Londynie dla negocjowania dealu w sprawie dołączania do „Wyborczej” House’a czy Lostów, nie robią wrażenie wyalienowanych. Jasne, że ja wolę napisać o „Lostach” niż negocjować stawkę, ale czasem podziwiam to co oni robią.

    @gammon
    „Na tej zasadzie to ja roztrząsałem obornik, doiłem krowy, wylewałem fundamenty i skakałem jak małpa po więźbie dachowej.”

    Ja trochę fizycznie musiałem pracować przy budowie swojego domu. „Musiałem” as in – byłem ubogi, nie wchodziło w grę zrobienie tego czysto komercyjnie. Kurczę, nienawidzę tych wspomnień. Człowiek, który takie coś robi nie dlatego, że nie ma innego wyjścia, tylko dla jakiegoś pitolenia o poznaniu prawdziwych ludzi, jest popieprzonym niedorozwojem.

    Tak naprawdę użyłbym w ostatnich dwóch zdaniach kilku innych słów, ale staram się ostatnio mniej przeklinać.

    21/01/2011 o 18:38

  159. Aethelstan

    „termin socjologiczny „biurowa klasa średnia” upowszechnił się w naszych częściach intarwebsów”
    „gdzie my widzimy efekt(…) frondziarze widzą tylko Michnika”
    „Budzi to zarówno naszą, jak i frondziarzy pogardę, tyle że z innych przyczyn.”
    [podkreślenia moje]

    Ciekawy temat na flejma (notkę na innym blogu): jak zdefiniować grupę ukrywającą się pod czescjackowym „my” i jaka jest jej relacja do frądziarzy (na podstawie notki moznaby wręcz zaryzykować tezę, że struktura ideologii obu grup jest zbliżona, pomimo sprzecznej treści).

    21/01/2011 o 21:13

  160. fan-terlika

    tak, antyfaszyści nie różnią się od nazistów i prawda po środku, znamy.

    21/01/2011 o 22:37

  161. Aethelstan

    No, toteż ja wcale tak nie twierdzę. Oczywiście, że #ttdkn różni się od Frondy i że prawda leży po lewej stronie, ale – jak pokazuje łatwość zestawienia środowiska czescjackowego z Frondą w powyższej noci – są pewne podobieństwa w… nazwijmy to, strukturze dyskursu, np:
    – mają wspólne niektóre pretensje do rzeczywistości np. że MWzWM i BKŚ poddają się Systemowi, zamiast zawalczyć o Ideę
    – odrzucają mainstreamowy paradygmat (jedni podatek liniowy, drudzy względną tolerancję i sekularyzację życia codziennego)

    21/01/2011 o 23:35

  162. wo

    ” mają wspólne niektóre pretensje do rzeczywistości np. że MWzWM i BKŚ poddają się Systemowi, zamiast zawalczyć o Ideę”

    Chyba na pececie. System, który pozwala ludziom na niepoddawanie się, nie zasługuje na pisanie go przez duże „s”.

    „odrzucają mainstreamowy paradygmat (jedni podatek liniowy, ”

    Od kiedy podatek liniowy to „mainstreamowy paradygmat”? Dobre parę lat temu Gadomski napisał felieton, że w towarzystiwe na niego fukają ilekroć to postuluje, a on wtedy wyciąga polemiczną Wunderwaffe, czyli ówczesny wzrost PKB w Estonii.

    Teraz już nawet tej Wunderwaffe biedak nie ma.

    22/01/2011 o 13:36

  163. Aethelstan

    „Chyba na pececie. System, który pozwala ludziom na niepoddawanie się, nie zasługuje na pisanie go przez duże „s”.”

    Jeśli uważasz, że niepoddawanie się S. zaczyna się dopiero od Frakcji Czerwone Armii, to tak. Mnie się wydaje, że już wojowanie z nim piórem (np. publikowanie w Wyborczej artykułów i na blogu notek o potrzebie spłaszczenia wskaźnika Giniego i tym, jak Amerykanie wolą Szwecję) też jest formą niepoddawania się, a w każdym razie wykazuje większy iloraz niepoddawalności, niż postępowanie przeciętnego MWzWM/BKŚ. W ostateczności można by „niepoddawanie się” zastąpić „kontestacją”. Stwierdzenia, że „i Fronda, i środowiska około#ttdknowskie mają pretensje do MWzWM i BKŚ za to, że nie kontestują systemu”, chyba nie zanegujesz?

    „Od kiedy podatek liniowy to „mainstreamowy paradygmat”?”

    CIT ma w Polsce charakter podatku liniowego i jakoś mainstream tego nie kontestuje. Mimo tego masz rację, że liniowy to jednak nie jest dobry przykład „paradygmatu mainstreamowego”, powinienem był się powołać na jakieś inne neoliberalne zaklęcia o niskich podatkach dla bogaczy.

    „Teraz już nawet tej Wunderwaffe biedak nie ma.”

    Szkoda tylko, że i bez niej Wehrmacht wciąż się trzyma.

    22/01/2011 o 17:12

  164. wo

    @aethelstan
    ” Stwierdzenia, że „i Fronda, i środowiska około#ttdknowskie mają pretensje do MWzWM i BKŚ za to, że nie kontestują systemu”, chyba nie zanegujesz?”

    Kontestowanie systemu roszerzyłeś tak bardzo, że trudno by teraz znaleźć człowieka, który go nie kontestuje.

    22/01/2011 o 18:58

  165. Shigella

    „U mnie w firmie jest sporo kolesi, ktorzy ciulaja grosz do grosza i mieszkaja na Bialolece, maja zony i dziecko lub dzieci, po pracy wracaja na mecz i piwo.”
    @janekr
    A Ty nimi gardzisz, względnie czujesz się lepsza?
    Nie. Sama jestem korposzczurem i dobrze mi z tym faktem.
    Meczy nie ogladam, piwo przed telewizorem zdarza mi sie wypic.
    Nie mam za to zony, dziecka i mieszkania na Bialolece, ale gdyby nie spadek, tez bym miala kredyt na pierdylion lat.
    @nameste
    Korposzczury to IMO taka nasza klasa srednia.
    Jakby sie kto nie zorientowal, sama jestem korposzczurem ;)

    Ad Awans spoleczny i zmiana zawodu
    W wyniku zmiany ustroju okazalo sie, ze jak bym chciala pracowac w wyuczonym zawodzie, musialabym rzucic wszystko i wyjechac w teren.
    Jako ze nie chcialam rzucic, zaczelam kariere od sprawdzania czytnikiem poprawnosci kodow kreskowych, wysylanych na promocje, bylam w call center na sluchawce.
    Potem zaczelam sie uczyc i robie rzeczy, ktore mnie bawia za sensowna kase.

    Ludzie z call center jakby ruszyli tylki, tez mogli by cos zmienic, tyle ze jak rozmawiam z ludzmi rekrutujacymi do fajnych i niezle platnycg projektow, przecietny kandydat nie umie sklecic dwoch zdan i cierpi na ciezka niechec do pracy i nauki.
    W takiej sytuacji moga mi wyplakiwac tako rzeke

    04/02/2011 o 19:28

  166. ladygaga

    @Shigella
    „rozmawiam z ludzmi rekrutujacymi do fajnych i niezle platnycg projektow, przecietny kandydat nie umie sklecic dwoch zdan”

    Zabawne. Kiedy ostatnio szukałam pracy, nabyłam identycznego zdania o przeciętnym rekrutującym.

    04/02/2011 o 23:56

  167. @ladygaga
    „Zabawne. Kiedy ostatnio szukałam pracy, nabyłam identycznego zdania o przeciętnym rekrutującym.”

    Bo to typowy dla BKŚ problem braku zaufania do innych.

    05/02/2011 o 00:11

  168. ladygaga

    @Eli
    No ja nie śmiałabym negować swojej przynależności do BKŚ.
    Za to komć Shigelli o rekrutujących, przekonał mnie niespodziewanie do teorii Czescjacka o bezmyślnych, korporacyjnych trybikach.

    05/02/2011 o 12:37

  169. Shigella

    @ladygaga
    Nie mam pojecia, w jakiej branzy dzialasz.
    Opowiesci rekrutacyjne dotyczyly pracownikow IT.
    Nie mowie tu o rekruterach z HRow, bo z nielicznymi wyjatkami Twoja opinia jest godna i sprawiedliwa.

    W przypadku o ktorym opowiadam rekruterem byl czlowiek z ponad dziesiecioletnim doswiadczeniem w zakresie testowania oprogramowania, ktory szukal osob chetnych do pracy w swoim dziale. Zalezalo mu na kims inteligentnym i sensownym.

    Mimo najlepszych checi nie byl w stanie znalezc ani wsrod studentow ani absolwentow informatyki kompetentnej osoby (przez kompetencje rozumiemy nieedytowanie configow w Wordzie, napisania prostego zapytania SQL itp).
    Tradycyjnie wyszla tez prawidlowosc, ze im lepszy czlowiek tym rozsadniejsze wymagania finansowe – wykres zadan ma ksztalt litery U – najwiecej zycza sobie kandydaci z zerowym i ogromnym doswiadczeniem.

    @eli
    Nie wiem, gdzie sie tu miejsce na zaufanie, chyba ze mylisz je z zadufaniem. ;)

    Troche z innej beczki – ta sama firma poszukiwala asystentki dzialu – osoby zorganizowanej i rozgarnietenj, znajacej angielski i chcacej pracowac na etat.
    Po rekrutacji wewnetrznej w call center sie poddali, bo nikt nie byl w stanie intelektualnie podolac temu zadaniu.

    Tu Shigella poczochrala sie po futrze i owinela sie luskowatym ogonem

    08/02/2011 o 22:23

  170. ladygaga

    @Shigella

    „ta sama firma poszukiwala asystentki dzialu – osoby zorganizowanej i rozgarnietenj, znajacej angielski i chcacej pracowac na etat.
    Po rekrutacji wewnetrznej w call center sie poddali, bo nikt nie byl w stanie intelektualnie podolac temu zadaniu.”

    Nie znam się na branży IT, ale opowieść Twojego znajomego o tym, że ta sama firma zatrudniła w call center jedynie nierozgarnięte osoby, bez znajomości angielskiego, broniące się przed etatem, świadczy jakoś o tej firmie (nie wierzę w całą opowieść, ale przyjmijmy, że wierzę).

    09/02/2011 o 09:16

  171. Leontodon

    „ale z rozsianych tu i ówdzie hintów wynika, ”

    natomiast z wzięcia tekstu Jana B w tym linku serio wynika tylko tyle, że lewica nie umie czytać ze zrozumieniem i nie łapie ironii ;>
    Frondziarz pozdrawia;>

    09/02/2011 o 16:59

  172. natomiast z wzięcia tekstu Jana B w tym linku serio wynika tylko tyle, że lewica nie umie czytać ze zrozumieniem i nie łapie ironii

    No ale wiesz, Janek Bodakowski opowiadał reporterowi Wyborczej, że nie pije herbaty, bo to się mogłoby okazać przyjemne. To dlaczego nie brać na poważnie wsadzania gazet w buty, hm?

    No chyba że Janek Bodakowski to jakiś wieloletni projekt artystyczny (taki katolicki Bodzianowski?). Te wszystkie wypowiedzi, te maszyny do pisania i przepisywanie w Internet u kolegi, te rysunki, które publikuje w prawicowych portalach i z którymi chadza na Marsze dla Życia i Rodziny to po prostu część ekstremalnie wyrafinowanego trollingu.

    09/02/2011 o 17:11

  173. Leontodon

    Ja tam p. Bodakowskiego nie znam na tyle by się wypowiadać w tej materii całkiem zdecydowanie. niemniej, skoro gościa NAWET na fronda.pl i rebelya.pl nikt śmiertelnie serio nie traktuje i o ile wiem nie traktował ( poza może naprawdę pojedynczymi przypadkami, każdy rozkład Gaussa wszak ma jakieś skrzydła, wiec i ten mierzący odloty prawacko/lewackie też) to czemu wy tak robicie, drodzy lewacy , he?
    jak o mnie osobiscie idzie, Leontodona ( chwilowo banowanego) z Rebelya.pl to cały ten dyskurs z podziałem na prawaków/lewaków , te całe BKS i MZWM, itp. itd. uważam za kolejny dowód na postępujące zidiocenie ludzkości jako całości – bo to jest zupełnie jałowe. każdy człowiek jest wszechświatem sam w sobie, więc dzielenie na klasy z definicji jest monstrualnym uproszczeniem, a jako takie – jest w gruncie rzeczy jałowe .

    09/02/2011 o 17:19

  174. ladygaga

    @Leontodon
    „każdy człowiek jest wszechświatem sam w sobie więc”

    To bardzo piękna definicja człowieka, mógłbyś pisać wiersze.

    09/02/2011 o 19:50

  175. mrw

    @każdy człowiek jest wszechświatem sam w sobie,

    Jakbyś czytał moją notkę, właśnie o tym pisałem.

    @więc dzielenie na klasy z definicji jest

    Masy trzeba jakoś opisywać

    @monstrualnym uproszczeniem, a jako takie – jest w gruncie rzeczy jałowe .

    To ciekawe, że my, że tak to ujmę, lewacy, siedzimy na indywidualnych, rozproszonych blogach, od czasu do czasu linkując między wpisami, a wy, że tak to ujmę, prawicowcy, uwielbiacie kisić się w różnych hermetycznych projektach i forach. Jak na „wszechświaty same w sobie” to bardzoście sobie umiłowali siedzenie w kupie, kolego.

    10/02/2011 o 02:39

  176. @Leontodon
    „każdy człowiek jest wszechświatem sam w sobie”

    No to jest taki truizm coehlistyczny, że aż warto go trochę dokładniej omówić. Otóż tam na Frondzie czy Rebelyi obowiązuje taki esencjalistyczny pogląd na cechy ludzkie: jeśli ktoś urodziła się w Polsce, ma białą skórę, a jej nazwisko kończy się na -ska, to jest Polką i nic tego nie zmieni, a bycie Polką określa nie tylko jej cechy, ale i powinności: z racji urodzenia się Polką *powinna* coś robić, jakaś być itd. Podobnie z racji posiadania penisa ktoś też nie tylko postępuje w określony sposób, ale *powinien* tak postępować, a inne postępowanie to skaza, zdrada, hańba, czy jak to tam nazwiecie. W porównaniu z taką wizją człowieka stwierdzenie, że „każdy jest wszechświatem samym w sobie” jest postępem, bo uwalnia od tego idiotycznego ciężaru wywiązywania się z powinności, których się na siebie nie brało.

    Jeśli natomiast pójść jeszcze pół kroku dalej i przyjąć poprawną, lewicową perspektywę, można zająć się też czynnikami, które rzeczywiście wpływają na zachowanie ludzi, ich interesy i systemy wartości.

    No i BKŚ to żadna klasa ffs.

    10/02/2011 o 08:28

  177. @czescjacek
    „No i BKŚ to żadna klasa ffs.”

    TO DLACZEGO CAŁY CZAS PISZECIE O NIEJ PER BIUROWA ___KLASA___ ŚREDNIA O.O

    10/02/2011 o 08:59

  178. @Eli

    Rozgrzebałem o tym notkę, ale coś mnie zdystraktowało, więc teraz pewnie jej nie skończę :|

    10/02/2011 o 09:06

  179. wo

    @leontodon
    „wiec i ten mierzący odloty prawacko/lewackie też”

    Tak zupełnie na marginesie, nie wszystko jest opisywane rozkładem Gaussa (na przykład nie są nim opisywane zarobki). Nie sądzę, żeby krzywa dzwonowa dobrze opisywała odloty prawackie i lewackie choćby dlatego, że jest specyficzna dla danego kraju nadreprezentacja a to tych, a to tamtych.

    @eli
    „TO DLACZEGO CAŁY CZAS PISZECIE O NIEJ PER BIUROWA ___KLASA___ ŚREDNIA O.O”

    Bo MRW oglądał reklamę telefonów komórkowych i go zamemiło. Ale chyba z grubsza się zgadzamy, że to fenomen efemeryczny, trochę jak angielscy „Essex Man” i „Worcester Woman”. Napisałbym notkę o tych dwojgu gdyby nie to, że mam dosyć tego flejma.

    10/02/2011 o 13:13

  180. mrw

    @Bo MRW oglądał reklamę telefonów komórkowych i go zamemiło.

    PRZEPRASZAM.

    10/02/2011 o 14:42

  181. Gammon No.82

    @leontodon
    jak o mnie osobiscie idzie, Leontodona (chwilowo banowanego) z Rebelya.pl

    Bucharin i Zinowiew też mieli złudzenia.

    10/02/2011 o 14:51

  182. Leontodon

    „Bucharin i Zinowiew też mieli złudzenia.”
    Ale to WASZA strona sceny politycznej . Zresztą, poleciałem za pyskówkę zwykłą. Choć to racja, ze jako raczej centrysta i koliber a na dokładkę ekolog – obrywam tam często – zwłaszcza od kaczystów którzy tam są (jak wszędzie) najgłośniejsi (choć nie najliczniejsi).

    „Tak zupełnie na marginesie, nie wszystko jest opisywane rozkładem Gaussa (na przykład nie są nim opisywane zarobki). Nie sądzę, żeby krzywa dzwonowa dobrze opisywała odloty prawackie i lewackie choćby dlatego, że jest specyficzna dla danego kraju nadreprezentacja a to tych, a to tamtych.”

    Oj, wiem. I to wiem zawodowo. Jednakowoż zawsze jakieś skrzydła będą i zawsze będą nieliczne, o co mi chodziło. Za to na ogół mimo nieliczności – „betonowe” w swoich poglądach .

    10/02/2011 o 17:39

  183. wo

    @leon
    „Ale to WASZA strona sceny politycznej”

    Ale mechanizm czyszczenia kadr i zwierania szeregów jest uniwersalny.

    „Jednakowoż zawsze jakieś skrzydła będą i zawsze będą nieliczne, o co mi chodziło. ”

    No właśnie skrzydło „najmniej zarabiających” jest zaskakująco liczne, jak na to spojrzeć statystycznie. To nie jest tak, że skrzydła z zasady muszą być nieliczne, a to zdają się sugerować ludzie wpychający Gaussa tam, gdzie nie jego miejsce.

    10/02/2011 o 17:45

  184. Leontodon

    @ WO: No na ten temat to można by długo i zawile dyskutować. Rozkładów prawdopodobieństwa – takich mających jakieś powszechniejsze zastosowania praktyczne – skonstruowano coś około pół setki – nie licząc odmian. Do oceny rozkładu dochodów w populacji o dużym ich zróżnicowaniu istnieje lepsza konstrukcja matematyczna niż Gauss- rozkład Pareto . Z drugiej strony, nie wiem czy np. w egalitarnej Szwecji ów rozkład nie byłby faktycznie bardziej zbliżony do normalnego ( mało bardzo biednych, ale i mało bardzo bogatych).

    11/02/2011 o 12:27

  185. dżęms

    @arrec

    Bardzo słuszne spostrzeżenie.

    Bzdurnym kategoryzowanie ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, czy płytkie przecie społeczno-polityczne sympatie (zaszczepione w domu, przez grupę rówieśnicza, albo zassane z maintreamu medialno-kulturowego).

    Istotą jest postrzeganie siebie i ludzi z otoczenia przez pryzmat konsumpcyjnej wydajności.

    28/02/2011 o 22:09

  186. Lolo

    Hej, a ja bym się chętnie dowiedział co teraz i w jakiej kolejności trzeba kupować, bo w sumie to mi wygodnie w tej klasie wyżej opisywanej, tylko nie odpowiada mi kombinacja samochód/mieszkanie bez garażu/Egipt. Jest jakaś ciekawsza alternatywa?
    Pozdrawiam ze średniego szczebla.

    21/03/2011 o 13:41

  187. ej wez...

    Moze i masz wiedze, ale za cholere nie pojawisz jej manifestowac, czuje, ze chcemy rzucac kamieniami w te sama strone ale ty to robisz jak ciota.

    22/03/2011 o 03:14

  188. @ej wez
    „ale ty to robisz jak ciota”

    I jestem z tego dumny, dzięki!

    22/03/2011 o 07:59

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s