Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Archive for Czerwiec, 2011

Nienawiść do języka

Jak naucza Slavoj Žižek, ideologia często generuje swój własny eksces, który jest wprawdzie z tą ideologią niezgodny, ale też umożliwia jej trwanie. Doskonale widać to na przykładzie Tomka Terlikowskiego i w ogóle moralno-seksualnego nauczania Kościoła katolickiego: oficjalne, oświecone pierdololo o szacunku wobec Osoby, potępianiu grzechu, a nie grzesznika itp. jest realizowane przez hardkorowych, homofobicznie motywowanych wąsatych wujaszków, kiboli i innych rozbójników. Przypomnę, że Terlikowski był nawet szczerze zdziwiony, kiedy na stronie wspierania Tomka pojawiła się ostro homofobiczna retoryka, niemaskowana niczym nienawiść i agresja!

Podobnie jest z opresyjnym systemem poprawności językowej: profesor Bańko i ziomkowie siedzą sobie w Radach Języka Polskiego i po poradniach.pwn.pl, oglądają słowa ze wszystkich stron i subtelnie rozważają, co dopuścić, a co odrzucić. W imię czystości językowej są gotowi skazywać wybrane przez siebie słowa i formy na zagładę, ale czasem też wykazują się łaskawością, a ogólnie spora erudycja pozwala im czasem podsuwać rozwiązania prostsze i ciekawsze; stosunkowo mała ksenofobia oznacza, że niekiedy akceptację zyskują nawet formy przyniesione do literackiego polskiego z innych języków lub dialektów!

Tymczasem na ulicach walkę w ich imieniu prowadzą buce z bladym pojęciem i totalitarnym mindsetem, jak np. Segritta – osoba o tak rozrośniętym normocentryzmie, że nie jest w stanie moderować własnego blogaska bez spisanego regulaminu. Nienawiść do inności powoduje u nich chęć sprowadzenia Wszystkiego do BKŚ-owego wzorca, głupota uniemożliwia poznanie takich terminów, jak „synonim”, „dialekt”, „oboczność” czy „zmiana językowa”, a bezczelność sprawia, że są gotowi się z tą nienawiścią i głupotą obnosić.

W ramach tego obnoszenia Segritta napisała uo taką o gramatyczno-nazistowską notkę, a tam głupota na głupocie, zło na złu. Na samym początku sentyment za starymi dobrymi czasami, kiedy to wszystkim było trudniej, więc się bardziej starali; zaraz potem słowo zapisane jako „łidżet”; oczywiście dla kogoś rozsądnego to zupełnie jeden chuj, czy słowo pisze się „widget”, „widżet” czy „łidżet”, ale tu chodzi o preskryptywistkę, wannabe-purystkę. Czy dziwi, że Segritta, z wykształcenia filolog, nie wie, że ze względów historyczno-fonologicznych, z zastosowaniem uświęconych tradycją zasad tradycji, preferowany byłby któryś z dwóch pierwszych zapisów? Nie dziwi rzecz jasna, ale śmieszy, wrażliwszych może nawet OBUŻA.

Reszta notki jest niemal w całości jak parada bożocielna: Segritta chodzi po internetach i obnosi się z ciemnotą i zabobonem. Cztery przykłady; każdy inny, każdy głupi: reklama zilustrowana zdjęciem kogoś nieco androgynicznego – dowcipnie podpisana przez Segrittę „ha ha, transwestyta”; to chyba najgorsza bucoza z całej tej jej notki; czy to dziwne, że Segritcie, z zamiłowania psychologowi, nie chciało się z głupiej wikipedii doczytać trzech zdań o transwestytyzmie? Czy dziwi, że z zawodu kobieta renesansu po godzinach zajmuje się transfobią? Ha!

W kolejnym przykładzie Segritta daje upust swojej nienawiści do znaczeń przenośnych i ekonomii językowej: otóż twierdzi, że reklama tanich lotów „z Polski do Europy” sugeruje, że Polska w Europie nie leży. Nie bardzo w ogóle rozumiem, na czym jej zależy – takie sformułowanie jest krótkie i zrozumiałe; no i reklamowany Norwegian na swojej stronie startowej podaje Unię Europejską jako jeden z krajów do wyboru; no i ona myśli, że skąd podmiot liryczny tej piosenki szedł?

Następnie Segritta odważnie przechodzi do walki z pięknem i różnorodnością języków polskich, pastwiąc się nad jedną z ich najbardziej unikalnych cech: zdrobnieniami. Jasne, że nadużywanie zdrobnień bywa takie sobie, ale hejterzona przez Segrittę forma „sweterek” jest bardzo potrzebna: sweterek to co innego niż sweter, tak jak koszulka to co innego niż koszula, a spodenki to co innego niż spodnie. Wiem to nawet ja, znany z braku zmysłu modowego; ale skąd takie rzeczy ma wiedzieć człowiek w kapeluszu?

Krucjata przeciwko różnorodności trwa nadal w kolejnym przykładzie – Segritta walczy ze słowem „przeglądnąć”. „Wzbogaciliśmy się o nowe słowo. »Przeglądnąć«” –stwierdza ironicznie i z humorem. Chyba ty się wzbogaciłaś, Segritto, bo ja, Kraków i słownik języka polskiego znaliśmy je od dawna. No i to jest chyba najkomiczniejsze – tępe, kipiące nienawiścią, bezczelne buce nie są w stanie zastosować się do swoich własnych, niewysokich przecież (bo ich stosowanie ma na celu maksymalne sproszczenie języka naturalnego i wyeliminowanie z niego kreatywności) standardów.

PS Posłużyłem się materiałami z profilu Segritty na stronie żenowej konferencji blogonautów, w której brała udział.

PS2 W komentarzach pod omawianą notką jest jeszcze więcej żeny.