Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Archive for Wrzesień, 2011

Podpalić demokrację

Co robi więc Grzegorz Sroczyński, nazywając samopodpalacza spod kancelarii premiera terrorystą? Oczywiście wyklucza go ze wspólnoty politycznej: jak naucza Slavoj Žižek, ujmując kwestię w kategoriach Laclauowskich, „»terroryzm« musi zostać wykluczony, aby mógł mieć miejsce agonizm sporu politycznego”[1]. Akt wykluczenia Andrzeja Ż. ze wspólnoty demokratycznej wiąże się ściśle z wykluczeniem „bezprawnych bojowników” spod obowiązywania prawa przez administrację Busha[2] (a potem Obamy); różnica jest wyłącznie ilościowa, nie jakościowa: Sroczyński nie jest w stanie zamknąć Ż. w obozie, a lajcikowe wykluczonko w felietoniku to maksimum tego, co może zdziałać. Ha, posłuchajmy: „Nie ma takich spraw, które w demokratycznym kraju dawałyby prawo do samospaleń. Bo w demokratycznym kraju wszyscy się umówiliśmy, że problemy rozwiązujemy inaczej”. Dzięki oznaczeniu Ż. jako terrorysty Sroczyński może odmówić mu podstawowego dla każdego przedstawiciela cywilizacji śmierci prawa do dysponowania własnym ciałem.

Wystarczy elementarna logika, aby zauważyć, że jest to paradoksalne: Ż., spalając się, został terrorystą, a jako terrorysta nie ma prawa do dysponowania swoim ciałem. Zanim się podpalił, był zwykłym obywatelem, miał więc prawo robić ze sobą, co chciał; kiedy zechciał się podpalić, stracił prawo do podpalenia się. Gra idzie o wysoką stawkę: o teh very istotę demokracji. Czyn Andrzeja Ż. był zagrożeniem dla liberalnej demokracji, ponieważ Tusk odwiedził go w szpitalu; dlatego Ż. powinien był powstrzymać się od próby samospalenia.

Samospalenia psują demokrację. „Znajdą się zapewne następni chętni” – przestrzega Sroczyński. Może się i znajdą (wątpię, nawet jeśli przyjąć propagowaną przez Orlińskiego sofciarską interpretację, wg której nie ma ryzyka epidemii samospaleń, a jedynie ryzyko epidemii bliżej nieokreślonych gróźb, że ludzie coś sobie zrobią), ale nie zgodzę się, że to ci chętni będą psuć demokrację: czyż bowiem gorliwość, z jaką politycy będą apelować o niewykorzystywanie polityczne tragedii, nie będzie świadczyć, że demokracja już jest popsuta?

Jeszcze dla edukacji: jak wam ktoś, drogie dzieciaczki, będzie mówić, że Ż. nie był prawdziwym samobójcą, bo prawdziwi samobójcy nie podejmują prób samobójczych, tylko od razu się zabijają, to mu nie wierzcie; warto sobie pomyśleć, że osobie planującej samobójstwo jest bardzo kurwa ciężko i raczej nie robi tego z jasnym umysłem oraz przejrzystym planem na przyszłość; raczej odwrotnie. Potencjalni samobójcy często mówią o swojej niechęci do życia, a nie idą i się spokojniutko wieszają. Zdecydowana większość osób podejmujących próbę samobójczą cierpi na zaburzenia psychiczne w czasie jej podejmowania. Parasamobójstwa (działania zbliżone do samobójstw, których celem jednak nie jest śmierć) też wskazują, że ktoś ostatnio jest w złej formie, i są najsilniejszym wskaźnikiem późniejszego podjęcia rzetelnej próby samobójczej. Nieładnie więc trywializować to, co zrobił Ż., bo się puszcza w świat chujowy mem, że jak ktoś chce się zabić, to po prostu to robi, a nie robi hece i cyrki[3].

Nie wierzcie też, jeśli ktoś wam będzie wmawiać, że wystarczy być pro-choice, aby nie mieć wpadki. To nieprawda! Bycie przyzwoitym człowiekiem nie zabezpiecza przed niechcianą ciążą, a aborcję nie zawsze jednak można i chce się mieć. Pamiętajcie o kondomach, męskich lub damskich!

I jeszcze rozstrzygnięcie sporu, czy Ż. był terrorystą, zostawione na koniec, bo to trochę nudne. No więc. Określenie „terroryzm” nie ma jakiegoś jasno zdefiniowanego znaczenia, więc nie można jednoznacznie ocenić, czy Ż. jest terrorystą: jeśli kierować się angielską wikipedią, raczej nie jest (Common definitions of terrorism refer only to those violent acts which are intended to create fear (…), are perpetrated for a religious, political or ideological goal, and deliberately target or disregard the safety of (…) civilians – Według powszechnie przyjętych definicji jako terroryzm określa się tylko te akty przemocy, które mają na celu wywołanie strachu, są popełniane z przyczyn religijnych, politycznych lub ideologicznych i są umyślnie wymierzone w cywilów lub są dokonywane bez zwracania uwagi na ich bezpieczeństwo) – zgadza się tylko punkt z celami; punkt ze strachem wymagałby rozszerzenia na ludzi bardzo strachliwych, punkt z cywilami – katolickiego pierdololo o życiu jako nienależącym do żyjącego, tylko Boga. Definicja z SJP jest kołowa i niech spada: działania pojedynczych osób lub grup usiłujących za pomocą aktów terrorystycznych wymusić na rządach państw określone ustępstwa. Terroryzm jest wtedy, jak jest akt terrorystyczny, super.

No ale jak to zwykle bywa, znaczenie słowa określa strona silniejsza; Sroczyński na razie jest jedyną osobą określającą Ż. jako terrorystę, więc nie ma racji.


[1] Czwarty wynik wyszukiwania terrorism inauthor:Žižek w Google Books, strona 46

[2] Pierwszy wynik wyszukiwania terrorism Žižek w Google

[3] Dysklejmer: to nie jest moja dziedzina specjalizacji; trochu tam wiem, ale niedużo, więc mogłem trochę namieszać; może Sophers zechce coś naprostować albo dorzucić.

Reklamy