Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Archive for Listopad, 2011

Ku nowej etyce pracowniczej

Pracownik powinien uczciwie, wydajnie pracować, nie oszukiwać, nie kraść itede; jednym słowem: dominującą etyką jest terror produktywności. Co i rusz ktoś planuje zrobić dobrze pracodawcom. Pomysł, że firma jest przede wszystkim po to, aby przynosić piniądze swojemu właścicielowi, jest tak dominujący, że często przyjmują go za swój ludzie, którzy wprost tracą na jego realizacji – pracownicy. Ach! Pamiętam przecież, jak studentem będąc, zatrudnionym na bandyckich warunkach – 1800 zł miesięcznie, częściowo na umowę o pracę, której nigdy nie widziałem, częściowo na umowę o dzieło, o którą się nie mogłem doprosić – myślałem, że to super oferta, mogę przecież pracować i to jako tłumacz, a nie przenosiciel pudeł czy coś, gdzieś tak 2003 rok to był – kalkulowałem sobie na kalkulatorku, czy aby mój szef wystarczająco dużo zarabia na mojej pracy. Bo uważałem, że tak powinno być, żeby szef jak najwięcej na mnie zarobił, a mnie coś wtedy skapnie.

Ta etyka jest już dalece niewystarczająca i przynajmniej wśród moich 7% istnieje potencjał niezgody. Tyle, że ta niezgoda zupełnie nie przyjmuje postaci systemowej, a jedynie głupich dosrywanek, czasem nawet śmiesznych, ale żałośnie daremnych: konfekcjonowany cynizm, zgoda na bezsens. Pomyślmy o dzieciach! Musimy coś zarobić, nim całe pokolenie wyrośnie na nihilistów, zdających sobie sprawę z bezsensu praktykowanych idei, nie robiących jednak nic, aby tę praktykę zmienić. Albo idee.

Stąd projekt nowej etyki pracowniczej; nowej-starej, oczywiście, bo to tylko przypomnienie po raz kolejny, że nie każdy będzie przedsiębiorcą: pracownik powinien pracować jak najmniej wydajnie i jak najskuteczniej korzystać z przepisów prawa pracy, dzięki którym może tę wydajność jeszcze dodatkowo obniżyć. Rzecz jasna to ideał: system rynku pracy wymusza istnienie konkurencji między pracownikami; powiedzmy jednak otwarcie, że skuteczna konkurencja polega na sprzeniewierzeniu się etyce pracowniczej, a nie stanowi jej idealną realizację. Pracując mało wydajnie, pomagamy naszym kolegom i koleżankom: mała wydajność to więcej miejsc pracy (bo potrzeba więcej rąk do obrobienia tego samego zagonka) i mniej stresu dla wszystkich. Problemy pracodawcy nie są naszymi problemami; niech nie spędza nam snu z powiek, że projekt nie zostanie zrealizowany na czas: to wina szefa, mógł zatrudnić nam kogoś do pomocy. Nie patrzmy krzywo na koleżanki, które biorą chorobowe na całe 9 miesięcy ciąży, ani na koleżanki i kolegów urywających się na papierosa, spóźniających się, przedłużających przerwę obiadową: oni narażają się dla nas. Jeśli ktoś zasługuje na surową krytykę, to tylko przodownicy, zostający po godzinach i nie żądający za to dodatkowej płacy.

Reklamy