Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Antykonsumpcjonizm w służbie kapitalizmu

Krąży taka idea, że jest w świecie konsumpcjonizm i antykonsumpcjonizm, które w sercach naszych walczą o dominację. Konsumpcjonizm jest wspierany przez złe korporacje, które chcą tylko dobrać się do naszych pieniędzy; antykonsumpcjonizm natomiast to ideologia oporu, szlachetny bój z kapitalizmem. Konsumpcjonizm to McDonald’s, nowy ajfon co rok, wakacje w konglomeracie turystycznym za płotem i bez kontaktu z lokalsami, przemysłowy chów zwierząt i przeklejanie z Worda do Corela za szarą ścianką działową w korporacji. Antykonsumpcjonizm to slow food, stary telefon z wyłącznie rozmowami i smsami, wędrówki po Bieszczadach z gitarą, weganizm i rozwijająca praca w NGOsie, przynosząca pożytek ludzkości.

Taki ogląd sytuacji, współczesna reinterpretacja toposu walki materii z duchem, jest bardzo atrakcyjny; atrakcyjne jest, jak małym kosztem można stać się osobą etyczną; nawet nie stosując się w praktyce do antykonsumpcjonistycznych ideałów, szlachetnie jest wspierać je dobrym słowem. Mało kto przyzna się do konsumpcyjnego stylu życia; ideały trzeba mieć – celebryci, wiodący ostentacyjnie konsumpcyjne życie, będą często twierdzić, że nie zależy im na pieniądzach; istnieją formy antykonsumpcjonistycznej konsumpcji – np. bale charytatywne, na których konsumuje się, żeby pokazać, jak bardzo gardzi się konsumpcjonizmem. W teorii każdy jest antykonsumpcyjny. Takie postawienie sprawy jest rzecz jasna wspieraniem kapitalizmu – korzysta na nim jedynie The Man.

Oczywiście żeby z czegoś rezygnować, trzeba mieć z czego rezygnować. Każda konsumpcja ma dwa składniki, input i output: piniądze, które zarabiamy oraz piniądze, które wydajemy. Retoryka antykonsumpcjonistyczna jest niby skierowana głównie przeciwko wydawaniu: zamiast dążyć do nabywania jak największej liczby przedmiotów, mielibyśmy poprzestać na tym, co mamy. Co nieuchronnie prowadzi do pytania: co mamy? Antykonsumpcjonista typowy przywołuje w tym momencie straszaki – Kasię Tusk albo wspomnianego już bezimiennego pracownika korporacji, wypruwającego sobie żyły, żeby za gruby szmal handlować akcjami po 12 godzin dziennie: nie powinniśmy takich figur naśladować. Co jest jak splunięcie w twarz, bo wobec rosnącej prekaryzacji i rozwarstwienia dochodów coraz więcej ludzi musi tak czy inaczej pracować coraz więcej w coraz gorszych warunkach; nie żeby spełnić wygórowane zachcianki, tylko żeby w ogóle jakoś wyżyć. Mało kto ma wybór między odmóżdżającą korpopracą a ciekawą pracą marzeń; większość wybiera między odmóżdżającą korpopracą a żadną pracą.

Co więc mamy? Mamy jak najmniej zarabiać i się z tym godzić, bo głupio powiedzieć, że się chce mieć więcej. Wydawać i tak będziemy, bo jesteśmy nauczeni udawać, że mamy więcej niż mamy; że mamy wystarczająco dużo; że nie chcemy mieć więcej – w końcu nie mamy nastawienia konsumpcyjnego. Spytanie się kogoś o zarobki jest grubym nietaktem; o stanie posiadania innych wnioskujemy pośrednio, z tego co nam pokazują. Łatwo ten obraz fałszować – w moim otoczeniu: np. strategicznie kupionym iPadem; znane są przypadki, gdy jednorazowe wydanie 10 zyka na flaszkę odpowiedniego piwa miało moc przekonania, iż w ogóle nie zna się trosk materialnych! W ogłoszeniach o naborze do pracy nie podaje się widełek cenowych; na rozmowach kwalifikacyjnych zaniżamy swoje stawki, bo przecież musimy konkurować cenowo. Nie wypada się przyznać, że zarabia się mało, że pracuje się na oszukańczą umowę.

Antykonsumpcjonizm przyczynia się wręcz do sytuacji, że całe mnóstwo osób jest gotowe pracować za darmo: doktoranci, młodzi naukowcy, stażyści. Bo przecież zależy im na rozwoju, prestiżu albo dobru świata; na własne oczy widziałem, jak pewna znana poetka gorzko przeżywała, że wydrukowała wiersze w czasopiśmie wypłacającym honoraria autorskie, a nie w takim, gdzie publikuje się dla chwały poezji. Jakby sukces był czymś złym.
Reklamy

76 Komentarzy

  1. Pod „sukces” spodziewałam się blogaska Kasi Tusk.

    27/04/2012 o 11:33

  2. urbaneabuse

    Ostatnio w Polityce i DF znów czytałem o tym, jak to ktoś chciałby zarabiać 1800 złotych. Bo by się wtedy mógł ustabilizować. Co to za straszny kraj!

    27/04/2012 o 11:52

  3. 100% racji, panie redaktorze.

    27/04/2012 o 11:55

  4. janekr

    „Mało kto przyzna się do konsumpcyjnego stylu życia”

    Ja mogę?

    27/04/2012 o 12:02

  5. @janekr

    Możesz, ale tylko dlatego, że nikt ci nie uwierzy.

    27/04/2012 o 12:04

  6. Ja rozumiem chwilę zwątpienia w Sens. Ale dlaczego za jednym zamachem wyśmiałeś ideały wegan, wsparłeś biznes mięsny, Kasię Tusk, producentów snobistycznych marek; to bardzo, bardzo nieładnie. Odbieram ci moralne prawo do krytykowania Kominka.

    27/04/2012 o 12:16

  7. @Karolina

    Nie zrobiłem raczej nic z tego, co mi zarzucasz.

    27/04/2012 o 12:21

  8. wo

    Najciekawsze jest to, że ten myk jest ponadczasowy i ponadustrojowy. Mam w rodzinie pewnego sędziwego krewnego (mniejsza z tym, kogo), kto w PRL tyrał w fabryce. Ponieważ cieszył się on naturalnym autorytetem przywódczym w swoim otoczeniu, POP PZPR złożyła mu propozycję wciągnięcia na członka. Odmówił z przyczyn ogólnozasadniczych. W odpowiedzi usłyszał zarzut o „konsumpcyjnym podejściu do życia”.

    Pamięta to do dzisiaj i wspomina to co jakiś czas na rodzinnych spędach. Bo pamięta też, na jakim poziomie życia żył wtedy on, a na jakim ten działacz PZPR, który mu zarzucał „konsumpcyjne podejście do życia”. Jesteśmy (nawet ja) zbyt młodzi, żeby mieć zasługi w walce z komuną; ale z bucami od „pracujcie za darmo” musimy walczyć nadal. Bo oni są we wszystkich ustrojach tacy samiusieńcy, tylko se zamienili sierpa i młota na orzełka w koronie.

    27/04/2012 o 12:32

  9. @czescjacek
    Udajesz, że wierzysz, że ktokolwiek w imię antykonsumpcjonizmu zrzeka się przyzwoitych zarobków, a to jednak tak nie działa.

    27/04/2012 o 12:57

  10. wo

    @karolina
    „Udajesz, że wierzysz, że ktokolwiek w imię antykonsumpcjonizmu zrzeka się przyzwoitych zarobków, ”

    Nikt się zarobków nie _zrzeka_. Propozycja „zrób to za darmo” najczęściej pada od szefa, pracodawcy, prezesa itd. Oni oczekują, że pracownik w imię antykonsumpcjonizmu się uśmiechnie, powie „no prob” i zostanie po godzinach.

    27/04/2012 o 13:46

  11. @wo
    Nigdy nie pracowałam w Agorze, więc nie wiem, co wam Michnik wmawia, ale miałam różnych szefów i nigdy przenigdy argumentem przeciw podwyżce nie była propozycja przejścia na antykonsumpcjonistyczny styl życia. Zawsze za to tłumaczyli się kryzysem, trudną sytuacją firmy albo tym, że na moje miejsce srylion innych. Oni oczekują, że pracownik zostanie po godzinach, bo inaczej go wywalą i wcale nikt temu nie dorabia ideologii o pięknie bycia weganką (wegańskie jedzenie jest drogie, a slow-life to nie jest życie za 2 zł, wręcz przeciwnie, tak jeszcze odnośnie notki), czy skromnie ubranym dziewczęciem- raczej wymagają, żeby człowiek skromną pensję wydawał na reprezentacyjne ciuchy.

    27/04/2012 o 13:53

  12. @Karolina

    No w noci są jakieś banalne przykłady, np. ci nieszczęśni doktoranci — mam wrażenie, że większość luda pisanie doktoratu traktuje jak coś w rodzaju prywatnego przedsięwzięcia ku samorozwojowi, a koncepcja, że to ciężka praca dla dobra powszechnego, za którą należałoby jakoś przyzwoicie wynagradzać, jest raczej w zaniku; albo rzesze stażystów-absolwentów dziennikarstwa, dla idei i CV stukających teksty za darmoszkę.

    27/04/2012 o 13:54

  13. (Przykłady raczej takie klasośredniowe, bo jakie niby miałyby być, innych nie znam)

    27/04/2012 o 13:55

  14. Pisanie doktoratu to na pewno ciężka praca ale samo w sobie nie jest zazwyczaj pracą dla dobra wspólnego. Co innego prowadzenie zajęć za które powinni uczciwie płacić.

    27/04/2012 o 14:10

  15. @Karolina
    Bo to raz nie dostałem pracy, bo po zaliczeniu wszystkich testów, rozmów i innych takich usłyszałem, że wprawdzie jestem kompetentny i w ogóle, ale myślę o pieniądzach, więc nie, bo takie podejście nie pasuje do filozofii firmy.

    Na szczęście jestem w sytuacji w której mam jakiś wybór, i nie jest to dla mnie końcem świata.

    27/04/2012 o 14:13

  16. @Frnk
    „Co innego prowadzenie zajęć za które powinni uczciwie płacić”

    O właśnie, całe to o misji dydaktycznej, no przecież to jest taki żal, że hoho.

    27/04/2012 o 14:21

  17. @czescjacek
    Pisanie doktoratu to jest sprawa tego, kto pisze doktorat (o borze nikt mi nie płaci za pisanie blogaska!) zamiast wziąć się za jakąś pracę przynoszącą dochód. W zamian będzie mógł szpanować dr przed nazwiskiem i przecież po to to robi (sprawdzić czy nie lekarz). W ogóle mi nie szkoda doktorantów, niech mi wypłaczą rzekę, większość przecież nie wnosi nie tylko niczego pożytecznego ale też ciekawego do czyjegokolwiek życia, a reszta sobie poradzi. Frnk ma rację.

    @Aleksander
    Znaczy są takie firmy krzaki, ale generalnie to raczej się mówi pracownikom między oczy, że nie dostaną więcej i tyle.

    27/04/2012 o 14:36

  18. W ogóle to się zirytowałam; z własnego instytutu pamiętam, że doktorantami byli ludzie, którzy umiejętnie włazili w tyłek promotorom oraz dzieci profesorów, nie orły, ale miernoty i coś mi mówi, że tak jest na większości kierunków humanistycznych. Pomysł, żebym płaciła na nich podatki, bo w swojej łaskawości dłubią nad jakimś setnym piśmidłem o Grunwaldzie czy Mikołaju Reju, żeby mogli Godnie Żyć to jest jakieś kuriozum.
    Ale mam dla nich rozwiązanie: wystarczy, że zaczną publikować interesujące artykuły w gazetach, które ludzie będą chcieli czytać i zaczną zarabiać przyzwoicie, zupełnie jak WO.

    27/04/2012 o 15:40

  19. @Karolina
    „Firmy krzaki”
    Only not.

    27/04/2012 o 15:46

  20. wo

    @karolina
    „wystarczy, że zaczną publikować interesujące artykuły w gazetach, które ludzie będą chcieli czytać i zaczną zarabiać przyzwoicie, zupełnie jak WO”

    Publikowanie w gazetach za przyzwoite pieniądze to też już przecież w coraz większym stopniu przeszłość. Gdzie jak gdzie, ale w mediach propozycje „zrób to za darmo” słyszy się coraz częściej i coraz natarczywiej. Ja je staram się odrzucać, choć tu zawsze się pojawia element „no bo trudno koledze odmówić przyjścia do tok fm”, ale dwudziestoparolatek stawiający pierwsze kroki i rozpaczliwie chcący przede wszystkim zaistnieć, nie ma szans.

    27/04/2012 o 16:10

  21. dzejes

    Mieszają się tu dwie rzeczy – wspomniany w notce nacisk na pracę za darmo i jakiś rodzaj wstydu. Szukam akurat nowej pracy i już się nauczyłem, że na pytanie „Dlaczego chce Pan pracować w naszej firmie/na tym stanowisku” im bardziej entuzjastyczna odpowiedź, tym lepiej. Aż do przesady. Gdy raz odpowiedziałem coś w stylu „Bo to dobra ścieżka kariery z niezłymi zarobkami” to mój rozmówca dostał wytrzeszczu oczu. Kandydat ma marzyć o pracy, ma domagać się szansy na rozwój zawodowy, a o pieniądzach to przecież nie wypada…

    27/04/2012 o 16:45

  22. @wo
    Oczywiście, ale doktorant, który próbuje badać twórczość Konopnickiej nie ma szans dwa razy bardziej i sam jest sobie winien. Ty np. piszesz o czymś, co ciekawi wszystkich, a nie o Konopnickiej.
    Chcę tylko zwrócić uwagę na ogromny problem, jakim jest przekonanie młodych ludzi takich jak Czescjacek, że wystarczy „poświęcić się Nauce”, jakiejkolwiek na jakkolwiek nieinteresujący nikogo temat i należy się za to kasa i Szacunek Społeczny. Bo stąd się biorą wielkie rozczarowania i dramaty oraz notki o szkodliwości postaw antykonsumpcyjnych.

    27/04/2012 o 16:49

  23. wo

    @karolina
    „Chcę tylko zwrócić uwagę na ogromny problem, jakim jest przekonanie młodych ludzi takich jak Czescjacek, że wystarczy “poświęcić się Nauce”, jakiejkolwiek na jakkolwiek nieinteresujący nikogo temat i należy się za to kasa i Szacunek Społeczny. ”

    Ej, zaraz, naprawdę Cześćjacek tak uważa? Ja tę notkę odebrałem wprost przeciwnie.

    27/04/2012 o 20:32

  24. @Karolina

    Jou, a pamiętacie, była taka jakaś akcja, że Palikot zaproponował, żeby polonistyka i inne humany były płatne, a bezpłatne tylko studia „przynoszące korzyści gospodarce”. No więc to jest problem, a nie to co mi wmawiasz.

    27/04/2012 o 20:35

  25. @wo
    No chyba tak.

    @czescjacek
    I wtedy myślałam, że to źle, bo biedni, ambitni humaniści, a teraz trochę mi złudzenia minęły; idzie niż, uczelnie rekrutują i trzymają każdego, kto zdał maturę, poziom na kierunkach humanistycznych spada niżej liceum; ta sytuacja jest demoralizująca i dla studentów i dla kadry, dlatego wprowadzenie płatności (ze 20 miejsc, w elitarnych ośrodkach w Polsce mogłoby zostać bezpłatnych) na kierunki, które przyciągają najsłabszych (historie, politologie, polonistyki) nie zrobiłyby krzywdy Nauce, co najwyżej słabym i tak ośrodkom.

    27/04/2012 o 20:58

  26. wo

    Mem o zbędności humanistyki obalałem już na swoim blogu, pokazując m.in., że do niedawna wąskim gardłem w rozwoju infrastruktury drogowej (podejrzewam, że to ma proste przełożenie także na inne rodzaje infrastruktury, ale tę akurat śledzę najuważniej) nie jest brak „inteligencji technicznej”, jak to sobie fantazjował kiedyś Ludwik Dorn, ale brak humanistów. Czyli: osób piszących sensowne projekty prawne, opinie środowiskowe, uzasadnienia i odwołania; osób projektujących przejścia dla zwierząt i ekrany dźwiękochronne; osób robiących konsultacje z mieszkańcami i promocje koncepcji.

    To oczywiście nie jest takie proste, że doktorant od Konopnickiej przekłada się na 1,5 km autostrady, ale bez dobrej filologii nie będzie dobrego prawoznawstwa, bez psychologii i socjologii nie będzie dobrych konsultacji, a i architekt nie powinien kończyć uczelni wyłącznie z czysto techniczną wiedzą o tym, ile udźwignie jaka belka. Humanistyka to ekosystem, z którego ciężko wyjąć tą jedną, niepotrzebną cegiełkę, żeby się całość nie zawaliła.

    27/04/2012 o 21:40

  27. Myk też trochę polega na tym, że przez słabości humanistyki możemy np. wylądować w trwającym 200 lat romantyzmie… oh wait

    27/04/2012 o 21:47

  28. @wo
    Ale ja się zgadzam, że humaniści są niezbędni, z naciskiem na to, że dobrzy, a sryliony polonistyk i łatwość dostępu do takich studiów, łatwość ich zaliczania nie przekłada się na wysoki poziom i wiedzy, i umiejętności absolwentów; wręcz przeciwnie, poziom się obniża dramatycznie (również w słynnych ośrodkach, bo jak tu nie wyjdzie, to skończę w Pcimiu i mogą mi skoczyć). Więc niech sobie będą studia humanistyczne, ale nie w takiej formie jak obecnie, wszędzie, dla każdego, za darmo, byle studenci przyszli (bo przecież uczelnia dostaje dotację za każdego przyjętego i utrzymanego studenta, a nie za poziom nauczania, co naprawdę rozkłada edukację humanistyczną w ekspresowym tempie).

    27/04/2012 o 21:52

  29. xenakiss

    co do antykonsumpcjonizmu celebrytów, a może dlatego, że przyzwyczajeni do uwagi innych nie potrafią przeżywać personalnych kryzysów w spokoju, po ludzku i w jakimś celu:

    http://e5.pudelek.pl.sds.o2.pl/ee0bba7aaa23c7e4bfb8d33a42464f90c4b05c57

    27/04/2012 o 22:27

  30. xenakiss

    no i w sumie to nie tylko celebrytów dotyczyć musi; mambodżambo jest potrzebne, żeby kryzysy egzystencjalne nie były „zostawiła mnie dziewczyna buu buu *smark-smark*” tylko „opadam na niższy plan istnienia”, i tak dalej

    27/04/2012 o 22:34

  31. @ czescjacek

    „Myk też trochę polega na tym, że przez słabości humanistyki możemy np. wylądować w trwającym 200 lat romantyzmie… oh wait”

    Ten romantyzm, o którym mówisz to tak na prawe trwa niecałe 86 lat. Myślę, że pomysł, by zaistniał szkolny przedmiot język polski na którym uczy się języka, literatury i patriotyzmu, nie był możliwy do przeprowadzenia bez światłej pomocy wojska. To czym oddychamy w tym kraju, to gnijące ścierwo Śmigłego-Rydza.

    27/04/2012 o 23:39

  32. Jeszcze mi się przypomniało, że miałem o tych slow foodach – z tego co czytałem, to slowfoodyści przedstawiają swoją ofertę jako *alternatywę* do kapitalistycznej konsumpcji, a nie coś, co po prostu można za grubą kasę kupić.

    28/04/2012 o 00:13

  33. @Xenakiss

    Jejku, kim jest Ilona Felicjańska

    28/04/2012 o 00:14

  34. Ale wracając do początku, jaki jest sens tworzenia takich teoryjek o antykonsumpcjonizmie, zamiast nazwania rzeczy po imieniu – że w neoliberalnym zglobalizowanym świecie, a już szczególniej w pauperyzujących się społeczeństwach 20/80, marksowski wyzysk pracowników najemnych się zwiększa, i trzeba z tym walczyć jak w XIXw (jak WO napisał – to jest konstans „pracujcie za darmo”). Bo co niby wynika z noci, że konsumpcjonizm w miejsce antykonsumpcjonizmu jakiemuś prekariuszowi czy wykluczonemu coś pomoże, czy jak? Po co rozrzedzać dyskurs jakimiś pierdołami o (anty)konsumpcjonizmie.

    Aha, ja się mogę przyznać do konsumpcjonizmu, chyba. A nawet do podwyżki i premii, które właśnie dostałem. No i co niby z tego wynika, w moim dialogu pracownika z pracodawcą – że niby dlatego mi robi dobrze, bo jajako konsumpcjonista mam jakieś 13000cm3 pojemności w pojazdach na podwórku, ogrzewam/ochładzam dom prądem, itd itd? Że niby upominałem się u szefa o te podwyżkę i premię codziennie, a nie jak każdy w tym kraju – napomykałem półrocznym półgębkiem? A może jednak, bez żadnych bajek o konsumpcjonizmach, tylko jako Marks rzecze, kapitalista kalkuluje sobie, że wyzyskuje mnie na takie kwoty i tak trudno zastąpić mój performance, że ta premia i podwyżka, to jest bardzo tanio w porównaniu, i może zamydli mi tym na jakiś czas oczy, żebym nie wyniósł się do jakiegoś UK czy innej konkurencji?

    28/04/2012 o 01:10

  35. @slow food
    Przecież w tym chodzi o obronę tradycyjnej kuchni, smaków i używanie ekologicznych produktów, co się łączy z wydawaniem kasy w większym stopniu niż w MCDonalds. To jest idea dla czystej rasy snobów.

    28/04/2012 o 07:54

  36. @czescjacek
    „Jeszcze mi się przypomniało, że miałem o tych slow foodach – z tego co czytałem, to slowfoodyści przedstawiają swoją ofertę jako *alternatywę* do kapitalistycznej konsumpcji, a nie coś, co po prostu można za grubą kasę kupić.”
    @karolina „To jest idea dla czystej rasy snobów”

    Nie to żebym się upierał, ale czy to nie jest tak, że rzeczy jak slowfood to są jednak obok (anty)konsumpcjonizmu – one wydają się przeciw jakimś kawałkom kapitalistycznego świata (jak slow przeciw fastfoodowi), ale tak naprawdę są wyrazem indywidualizmu i sprzeciwu wobec produktu masowego (stąd wydają się być przeciw kapitalistom, no bo kto obecnie dostarcza masowy; i snobizmem, no bo indywidualizm). Stąd stoją okrakiem – możesz mieć slowfood w wersji jakiejś domówki robionej przez renomowanego szefa highcuisine, za mega$ konsumpcyjną, i w wersji „żrę byleco wyrośnie i popadnie” antykonsumpcyjną. Podobnie inne rzeczy, audiofilia, „samoróbki” ciuchy i buty, tuning samochodów, itd itp. W takich aktywnościach jest spektrum od full konsumpcjonizmu „wzmacniacz za 10k$”, „sukienka z ostatniego pokazu Prady”, „samochód sygnowany przez Foosa” do autarkicznych „złożę highendowy wzmacniacz za 500zł”, „uszyję czadową sukienkę”, „za 500zł zrobię z samochodu wycinankę i posprejuję”, itd. Dlatego rozważanie takich aktywności jako (anty)konsumpcji czy snobizmu, jest nieadekwatne, raczej trzeba myśleć w paradygmacie wszechmocnego indywidualizmu I i II świata.

    28/04/2012 o 08:40

  37. @boni
    Jeśli przejawem antykonsumpcjonizmu jest kupowanie torebki Birkin zamiast sieciówkowej Zary (sukienki u ZIenia zamiast w HM), to slow food też jest antykonsumpcjonistyczne. Juat my humble opinion.

    28/04/2012 o 09:17

  38. @karolina
    „Jeśli przejawem antykonsumpcjonizmu jest kupowanie torebki Birkin zamiast sieciówkowej Zary (sukienki u ZIenia zamiast w HM)”

    Nie zrozumiałaś mojego punktu będącego. IMHO przeciwieństwem Birkin czy torebki uszytej na zamówienie nie jest Zara czy inna masowa sieciówka; ich przeciwieństwem jest podniszczona 5 letnia torebka po starszej siostrze.

    28/04/2012 o 09:32

  39. Ale slow food nie jest odpadkami z restauracji tylko drogą żywnością w restauracjach slow food sprzedawaną drogo. Get it?

    28/04/2012 o 09:56

  40. wo

    No różnie z tym bywa. Slow food to także np. własnoręcznie zakiszone ogórasy.

    28/04/2012 o 10:24

  41. @wo
    „No różnie z tym bywa. Slow food to także np. własnoręcznie zakiszone ogórasy.”

    I grzyby. I chyba też własnoręcznie zakiszone wino. A nawet – wino zakiszone przez znajomych czy rodzinę, rozdawane jako gifcik. Itd. itp. I jaki to niby konsumpcjonizm.

    28/04/2012 o 13:26

  42. Z tego co się orientuję idea slow food miała chronić interesy lokalnych producentów a nie promować samodzielne kiszenie ogóra.

    28/04/2012 o 13:45

  43. janekr

    „Myślę, że pomysł, by zaistniał szkolny przedmiot język polski na którym uczy się języka, literatury i patriotyzmu, nie był możliwy do przeprowadzenia bez światłej pomocy wojska.”

    O ile wiem, język niemiecki od czasów Bismarcka pełnił te same funkcje. Nie wiem, jak teraz…

    28/04/2012 o 14:31

  44. wo

    Z tymi ideami to wewogle tak bywa, że na początku mają chronić komuś tam coś tam, a potem żyją własnym życiem.

    28/04/2012 o 17:30

  45. Pingback: Krąży taka idea « Fronesis

  46. a propos bankietów charytatywnych, to mnie rozśmieszyło zapytanie ofertowe o catering na konferencję o wykluczeniu, wypisz wymaluj, samo życie http://www.wykluczenie.univ.rzeszow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=27:zapytanie-ofertowe-catering&catid=1:newsy&Itemid=1

    29/04/2012 o 13:16

  47. ramone.alcin

    @slow food jako snobizm

    Sorry, ale „nie jem gowna ktore mi szkodzi na zdrowie” to nie snobizm, tylko instynkt samozachowawczy. Od niczego tak nie tylem, jak od fast foodu.

    @karolina

    „W ogóle to się zirytowałam; z własnego instytutu pamiętam, że doktorantami byli ludzie, którzy umiejętnie włazili w tyłek promotorom oraz dzieci profesorów, nie orły, ale miernoty i coś mi mówi, że tak jest na większości kierunków humanistycznych”

    Bo w naukach scislych jest inaczej?

    30/04/2012 o 14:43

  48. @ramone
    W naukach ścisłych przynajmniej trochę trzeba kumać matmę, bo sobie człowiek nie poradzi dalej. Do studiowania polonistyki nie jest nawet potrzebna umiejętność płynnego czytania, wystarczy dukać do licencjatu.

    30/04/2012 o 19:52

  49. Meeijn

    @Karolina.Torba
    Ostatnimi czasy jeżdżenie przez „ściślaków” po „humanistach” robi się tak nieprzyjemne, że aż wstydzę się być „ściślakiem”. Sytuacja tak absurdalna i krępująca, jak powszechne glanowanie absolwentów szkół zawodowych te 10+ lat temu. A i glanowanie ma tyle samo sensu, co wtedy (czyli zero).

    01/05/2012 o 08:36

  50. ramone.alcin

    „W naukach ścisłych przynajmniej trochę trzeba kumać matmę, bo sobie człowiek nie poradzi dalej.”

    Kumanie matmy nie czyni z czlowieka naukowca. Potrzeba duzo wiecej. Studiowalem fizyke, robilem z niej doktorat, i widzialem to i owo w polskich instytucjach naukowych. Nie wierze, ze nauki scisle sa „czystsze” niz humanistyczne. Chcesz zobaczyc prawdziwa nauke? jedz do UK albo USA.

    „Do studiowania polonistyki nie jest nawet potrzebna umiejętność płynnego czytania, wystarczy dukać do licencjatu.”

    Mowimy o studiowaniu, czy pracy naukowej? Precyzja rozumowania sie klania, rownie wazna w humanistyce co w naukach scislych!

    @Meeijn

    Word, man.

    01/05/2012 o 11:01

  51. @Meeijin
    Ja jestem humanistką i nie jeżdżę po humanistach tylko po żenująco-pełzającym poziomie nauczania przedmiotów humanistycznych, po kadrze, której zależy tylko na tym, żeby było jak jest, żeby były etaty (srylion polonistyk w Polsce istnieje dlatego, że naprodukowaliśmy sobie doktorów, którzy muszą mieć wygodną posadkę i wykładać o Konopnickiej- a zwróć uwagę ile polonistyk daje specjalizację nauczania języka polskiego jako języka obcego, co obecnie jest jedynym sensownym kierunkiem dla mniejszych ośrodków – biednie mało). Jadę też po łatwej dostępności takich studiów, jak chcesz mogę Ci polecić ośrodki, do których przyjmą cię z najniższymi ocenami z polskiego na maturze, bylebyś przyszedł – potem z dyplomem licencjata będziesz mógł otumaniać głupotą kolejne pokolenia bachorów.

    @ramone
    Żeby wybrać przedmiot ścisły do studiowania trzeba cokolwiek kumać i musi się cokolwiek chcieć; naprawdę, do studiowania historii czy polskiego za free nic nie jest potrzebne, tylko minimalna matura. Zwróć też uwagę, że w UK kierunki humanistyczne niezawodowe są oferowane studentom przez ośrodki uniwersyteckie, te poważniejsze, dzięki czemu studenci mają szansę zdobyć wiedzę i się rozwinąć nawet jeśli kierunek nie daje im zawodu. U nas małe ośrodki udają uniwersytety zamiast oferować coś życiowego.

    02/05/2012 o 13:49

  52. @ramone
    Taka praca naukowa, jaki poziom wcześniejszych studiów. Oraz jak w komciu powyżej – praca naukowa powinna mieć sens. Kolejne doktoraty z kierunków, które zeszły na psy są wywalaniem pieniędzy w błoto przez podatnika i do tego są szkodliwe.

    02/05/2012 o 13:53

  53. ramone.alcin

    @do studiowania historii czy polskiego za free nic nie jest potrzebne, tylko minimalna matura.

    Wydzialy fizyki tez przyjma wlasciwie kazdego, byleby dotacja wpadla.

    @Kolejne doktoraty z kierunków, które zeszły na psy

    Troche wiem o tym, co w PL jest finansowane np. w fizyce teoretycznej i wiem, ze to sa czesto rzeczy ktore juz na swiecie nikogo nie interesuja, ale w kraju jest paru profesorow ktorzy zrobili w tym kariery i trzeba ich dopiescic.

    02/05/2012 o 15:33

  54. @ramone
    Jasne, każdy stary kierunek ma swoją Konopnicką, ale absolwent fizyki ma wciąż wzięcie w instytucjach finansowych i okołofinansowych, liczenie jest w cenie.

    02/05/2012 o 16:20

  55. ramone.alcin

    @ale absolwent fizyki ma wciąż wzięcie w instytucjach finansowych i okołofinansowych,

    Dobrze o tym wiem, ale to jest kiepskie uzasadnienie dla finansowania tym ludziom darmowych studiow. „Polski podatniku! sponsoruj sile robocza dla Goldman Sachs!”

    02/05/2012 o 17:51

  56. Meeijn

    Karolino, mogę polecić Ci liczne wydziały politechnik, które przyjmują ludzi bez ani matematyki ani fizyki na maturze. I które produkują inżynierów, którzy… i tak dalej. Podobnie z podejściem „każdy etat (dla krewnych/znajomych) szczególnym dobrem narodu”. Nie odbijam retorycznej piłeczki, tak rzeczywiście jest. Wydaje mi się, że nie jest to problem określonej dziedziny, tylko szkolnictwa wyższego w ogóle.

    02/05/2012 o 18:11

  57. @ramone
    Ja nie uważam, że człowiek powinien koniecznie pracować „w zawodzie”, zwłaszcza że nowych zawodów przybywa; studia nie powinny być wyrokiem i to nie jest problem, że absolwenci fizyki mają pracę po studiach. Problemem dla mnie tutaj jest płakanie, że doktoranci humanów nie mają za co Godnie Żyć i że społeczeństwo powinno im do nietrafionych wyborów dopłacać. Ja tylko mogę powtórzyć, że może trzeba im pomóc nie podejmować tych złych wyborów i wprowadzić opłaty za te studia, żeby na nie szli prawdziwi pasjonaci.

    @meiijin
    Jak ktoś z moją zdolnością matmy poszedłby na fizykę, to by tej fizyki nie skończył i nie znalazłby potem pracy w Goldman Sachs, więc nie, jest różnica pomiędzy polonistyką i fizyką. Na polonistyce/ historii tylko sobie czytasz teksty i udajesz że analizujesz, no i trochę musisz na pamięć, ale to im gorsze studia, tym mniej.

    02/05/2012 o 18:45

  58. ramone.alcin

    @Jak ktoś z moją zdolnością matmy poszedłby na fizykę, to by tej fizyki nie skończył

    W Warszawie zawsze mozna isc na UKSW!

    03/05/2012 o 10:35

  59. Jou, korwinizm na blogasku mi się zalągł. Dobrze że jestem na wakacjach i nic z tym nie muszę robić.

    03/05/2012 o 15:56

  60. @czescjacek
    Korwinizm jest wtedy, jak ktoś ma rację i głupio przyznać, że brakuje na to argumentów, co. Bo srsly, dla pasji to sobie można zbierać znaczki i dlaczego społeczeństwo do tego nie dopłaca.

    03/05/2012 o 17:17

  61. Meeijn

    Karolino,
    nam wrażenie, że obecni doktoranci/absolwenci „humanów” to pokłosie popularności (mody?) na te kierunki sprzed paru lat. Tej, przy której glanowano szkoły zawodowe. Coś się też w głowie kołacze, że wszystkie media (czasami głosami ekspertów różnego kalibru) wciskały, że to jest właśnie przyszłość. Był nawet taki buzzword, „kompetencje miękkie”. Więc to nie jest tak, że oni tylko sami z siebie podjęli decyzję.

    Wydaje mi się, że zdołałabyś fizykę gdzieś ukończyć (z akcentem na gdzieś), ale zgódźmy się, że się nie zgadzamy w tej kwestii.

    03/05/2012 o 21:04

  62. @meeijn (uff wreszcie napisałam nicka dobrze)
    Ok, ale zgadzamy się, że decyzje podjęli błędnie. Tak czy inaczej jedyne co im może państwo teraz dać, do zasiłek z MOPS, a nie specjalne dofinansowanie studiów (za to, że łaskawie studiują), które za granicą są po prostu drogie, a na stypendia trzeba sobie zapracować wybitnością i sensownością prowadzonych badań.

    03/05/2012 o 21:24

  63. pitu pitu walka fakultetów, doprawdy używanie kliszy „ścisli vs humany” jest niegodne człowieka i humanisty.,
    fabryki magistrów itp produkują masowo swój towar ? aconowego (item inflacja tytułów naukowych)
    doktoranci wiali (wieją?) na studia doktoranckie opóźniając wejscie na rynek pracy, niektórzy zaliczą kolejne levele i w końcu wskoczą na rynek na lepszą pozycję, inni nie
    Nauka (koniecznie wielką literą) z rzadka na tym skorzysta. więcej korzystają uczelnie, bo i zarobek za przerób i darmowa siła robocza,

    w międzyczasie darmowe studia wyższe to sposób w jaki nasze państwo dofinansowuje głównie zamozniejszą część społeczeństwa czym przyczynia się do pogłębiania rozwarstwienia. fakt że mniej zamożni częściej studiują na płatnych kierunkach, dostając „produkt” gorszy niż przeciętnie zamożniejsi „darmowi” studenci to jest clou

    co do antykonsumpcjonizmu to akurat podane w notce przykłady (doktorant, poetka) sugerują kontekst gry o kapitał kulturowy, w której zwyczajowe jest odcinanie się od pogoni za kasą.
    nie widzę jak można poważnie porównywać to do sytuacji przeciętnego pracownika na śmieciówce, który raczej nie jest archetypicznym hipsta-studentem (właśnie – sa jakieś badania na ten temat?), no chyba że zawężamy temat do określonych grup społecznych

    05/05/2012 o 12:12

  64. mp

    w międzyczasie darmowe studia wyższe to sposób w jaki nasze państwo dofinansowuje głównie zamozniejszą część społeczeństwa czym przyczynia się do pogłębiania rozwarstwienia. fakt że mniej zamożni częściej studiują na płatnych kierunkach, dostając “produkt” gorszy niż przeciętnie zamożniejsi “darmowi” studenci to jest clou

    Oh please, just don’t. Nie powielajmy tego mema, bo na uczelniach prywatnych często dorabiają ci sami wykładowcy, co pracują na uczelniach państwowych. A biedniejsi studenci, aby studiować dziennie, biorą np. kredyty studenckie. Uprzejmie proszę o nie uciekanie się do generalizacji.

    05/05/2012 o 12:35

  65. [i]bo na uczelniach prywatnych często dorabiają ci sami wykładowcy, co pracują na uczelniach państwowych. A biedniejsi studenci, aby studiować dziennie, biorą np. kredyty studenckie[/i]
    ooh good for them

    05/05/2012 o 12:47

  66. mp

    No i powiedz mi, mądralo, jak płatne studia pomogą biedniejszym studentom i studentkom? Jestem ciekawa, bo może coś mi umyka. (also: jeśli chcesz kursywę, to musisz tekst zawrzeć w htmlowym tagu em).

    05/05/2012 o 12:51

  67. a gdzie ja to proponuję? ja tylko zastanawiam się nad kierunkoem i skutkami polityki państwa

    05/05/2012 o 13:01

  68. dyslektyg

    @ramone.alcin
    „to jest kiepskie uzasadnienie dla finansowania tym ludziom darmowych studiow. “Polski podatniku! sponsoruj sile robocza dla Goldman Sachs!””
    Moim zdaniem to dobre uzasadnienie: jeśli ten GS będzie w Polsce to państwo sobie te wydatki odbije np. w PIT.

    06/05/2012 o 15:25

  69. To ja może tak tylko położę anecdata, z tamtego tygodnia – żona pracuje w bibliotece pedagogicznej, i właśnie trafiła się do rejestracji doktorantka, która w rubrykę „zawód” wpisała „doktorantka”. Jak się zastanowić, to jednak jest jak morderstwo na parkingu wielopoziomowym, fail on so many levels…

    07/05/2012 o 08:59

  70. @Boni

    Ale czemu? Miała sobie wpisać „studentka”, bo to studia 3 stopnia?

    07/05/2012 o 13:06

  71. Oczywiście. Chociaż, jak rozumiem, to nie jest dla cię oczywiste, że nie ma takiego zawodu „doktorant(ka)”? To ja przepraszam…

    07/05/2012 o 16:04

  72. @Boni

    Nie masz, synu, innych zmartwień?

    07/05/2012 o 21:58

  73. ramone.alcin

    @Boni

    „Chociaż, jak rozumiem, to nie jest dla cię oczywiste, że nie ma takiego zawodu “doktorant(ka)”? ”

    Gdybys sie kiedys otarl o wyzsza uczelnie, to bys zrozumial, ze status doktoranta jest znacznie blizej pracownika (na wyjatkowo kiepskiej umowie) niz studenta.

    08/05/2012 o 12:21

  74. wo

    Mówiąc ściślej, obowiązki ma jak pracownik, prawa ma jak student.

    08/05/2012 o 15:15

  75. ramone.alcin

    O wlasnie.

    08/05/2012 o 15:31

  76. @Karolina Torba „Żeby wybrać przedmiot ścisły do studiowania trzeba cokolwiek kumać i musi się cokolwiek chcieć”

    Chyba żartujesz… U nas na „najlepszy wydzuał mechatroniczny w Polsce” dostawał się każdy kto chciał i jeszcze zostawały wolne miejsca. WIęc cudów nie trzeba było wcale robić. Za to w praktyce po tych studiach wychodzi na to, że jeśli się naprawdę bardzo nie pasjonuje czymś to nic (dosłownie nic) się nie umie. Moja koleżanka na przykład pasjonuje się programowaniem w kierunku przetwarzania i analizy obrazu i w tym jest świetna, studia pozwoliły jej siębardoz rozwinąć, ale znam też rzesze inżynierów którzy będą pracować jako handlowcy (tzw. inżynier sprzedaży) albo nauczą się czegokolwiek dopiero w czasie praktyk lub pracy zawodowej.

    Zresztą pracując w inżynierii zauważam, że ludzie ci (inżynieowie bo tak im wyszło) mają inny rodzaj mentalności niż pasjonaci. Dla nich praca jest pracą, środkiem do zarobienia na chleb, a nie pasją. Są też pasjonaci, ale jak na ironię to oni są najlepszym materiałem do wyzysku, bo to właśnie oni będą pracować po nocach tylko dlatego, żeby ich projekt był naprawdę dobry, a nie odwalać robotę po 8h i zapominać…

    A „antykonsumpcjonizm” dla mnie nie jest niczmy fajnym; chyba, że nudzi się komuś dobrobyt (na razie ja wolę się cieszyć kupowaniem drogich ciuchów skoro mogę :>).

    04/07/2012 o 20:43

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s