Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Symetryzm revisited

Diagnoza trapiącej mejnstrim choroby symetryzmu i prawdy leżącej po środku ma już parę lat, a mejnstrim ma wciąż na nią wyjebane i nie chce się leczyć. Grałem niedawno w žižuku – grę polegającą na odwróceniu, niczym prawdziwy Žižek, jakiegoś twierdzenia powszechnie uznawanego za prawdziwe i wymyśleniu zabawnego i odkrywczego uzasadnienia dla tego odwrócenia – i zdobyłem dużo punktów, zadając pytanie: a co, jeśli pozorne symetryczne traktowanie prawicy i lewicy, i ustawianie prawdy zawsze pośrodku pomiędzy stanowiskiem prawicy a stanowiskiem lewicy, w istocie służy maskowaniu głębokiej asymetrii w traktowaniu stron sporu politycznego przez mejnstrim?

 

Wyciągnąłem z pawlacza swój Zestaw Małego Freuda, odkurzyłem go i przystąpiłem do działania. Wyszło mi, że w mejnstrimie:

 

Prawica jest jak ojciec. Prawica pilnuje wartości, jest z natury surowa, czasem może z tą surowością przesadza, ale nie można jej mieć tego za złe: tak jest świat urządzony. Prawica obsztorcowuje, napomina, egzekwuje. Wymaga przestrzegania zasad, samodzielności, zaradności. Jeśli sobie nie radzisz, nie pomoże. Jeśli się nie dostosujesz do zasad, to tylko twoja wina. Operuje językiem twardych danych i cyferek. Cała władza jest w jej rękach.

 

Lewica jest jak matka. Jej zadanie to łagodzić surowość prawicy. Jest miła, dobra i łagodna. Przytuli do serca, spróbuje pojednać zwaśnione dzieciątka, pocieszy i pomoże, nawet jeśli to twoja wina. Jest miękka, wszystko wybacza. Operuje językiem miłości i zrozumienia. Nie ma praktycznie żadnej władzy.

 

No i teraz symetryczne ustawienie debaty w różnych sprawach służy nie tyle przyznaniu połowy racji lewicy, a połowy prawicy, ile porównaniu jednej i drugiej z wzorcami męskości i kobiecości. Porównanie to wypada z reguły niekorzystnie dla lewicy: skuteczne działania polityczne mają raczej charakter stereotypowo męski. W polityce lepiej się sprawdza język żądań, a nie próśb; postulowanie zasad, a nie prośby o wyrozumiałość.

 

Dlatego często można spotkać się ze stawianiem lewicy jako zarzutów kwestii, które prawicy uchodzą na sucho: a to że nie jest tolerancyjna wobec wszystkiego (szczególnie wobec braku tolerancji, zamiast wielkodusznie znosić dyskryminację i apelować do serca), a to że żąda pieniędzy (dla pracowników, zamiast zdać się na łaskę właścicieli i apelować do ich serc). To tłumaczy, czemu niezbyt poważna szarpanina z prawicowymi przebierańcami jest ciągle używana jako przeciwwaga dla powtarzanej co roku rozróby z udziałem kilku tysięcy osób i całej wzbierającej brunatnej fali: oto kobieta raz spróbowała być jak mężczyzna; nie można pozwolić na takie przekroczenie.

 

Palikot w wywiadzie, w którym stwierdził, że musi być chamem, spróbował to przełamać; zaczął od tłumaczenia się*.

 

*Proszę bez sporów o to, czy Palikot to prawdziwa lewica; może i nieprawdziwa, ale w mejnstrimie jest lewicą, a inną nie za bardzo mamy.

Advertisements

13 komentarzy

  1. Pierwszy! 100% racji, panie redaktorze!

    03/12/2012 o 17:58

  2. To ja tu tylko na chwilkę przyjdę zostawię 100% racji redaktorowi, tak żeby nie ulegać pędowi do komentów na fb.

    03/12/2012 o 20:44

  3. Arek

    Ale to raczej lewica lubi cyferki i fakty, prawica powtarza tylko prowolnorykowe pierdololo o magicznym fistingu. Chyba ze miales na mysli, ze mejnstrim to pierdololo uwaza za nauke, a lewicowosc za drogi idealizm?

    03/12/2012 o 20:56

  4. @Arek

    No raczej w mejnstrimie nie widziałem jakichś cyferek uzasadniających sensowność socjalistycznych rozwiązań gospodarczych; tylko jakieś takie „musimy pomóc biednym, nie zostawiajmy ich na pastwę losu”. A po prawicowemu to jest twardo „nie opłaca się” itd.

    04/12/2012 o 08:33

  5. ramone.alcin

    @czescjacek

    „A po prawicowemu to jest twardo “nie opłaca się” itd.”

    No ale na ogol tez cyferek nie ma. Tylko jest odwolanie sie do eksperta powolujacego sie na eksperta powolujacego sie na ekspertyzy OECD ktorych nikt nie czyta bo sa po angielsku i trzeba znalezc je w google.

    04/12/2012 o 12:37

  6. Ale co to zmienia w oczach pabliki?

    04/12/2012 o 13:18

  7. ramone.alcin

    Pablika jest glupia, wiec lyka to jak ges kluski.

    04/12/2012 o 14:08

  8. bantus

    Z ojcowskim opisem prawicy można się nawet zgodzić.
    „Operuje językiem twardych danych i cyferek.”
    Z zastrzeżeniem, że stary kłamie albo jest mitomanem.

    „Cała władza jest w jej rękach.”
    W tym sensie, że i rząd i opozycja. Patrząc bliżej jednak mamy ojca frustrata, który pracę/władzę stracił oraz ojca zadowolonego z siebie dyrektora, który oczekuje, że gospodyni przygotuje mu zasłużony obiad po powrocie do domu („jaka przemoc domowa?”).

    Z matczynym opisem lewicy już gorzej. No c’mon: „Jest miła, dobra i łagodna. Przytuli do serca, spróbuje pojednać zwaśnione dzieciątka, pocieszy i pomoże, nawet jeśli to twoja wina. Jest miękka, wszystko wybacza. Operuje językiem miłości i zrozumienia.” Czy to jest mama o twarzy Millera? A może Olejniczaka? Jeśli mówimy o mejnstrimie.

    Bardziej pasuje tu podstarzała wdowa o niezbyt dobrej reputacji, która żyje przeszłością i jej blaskami.

    Matczyny opis bardziej pasuje do centrowej GW.

    05/12/2012 o 18:21

  9. @bantus

    To nie jest opis, jaka lewica jest „naprawdę”, tylko opis oczekiwań mejnstrimu wobec lewicy. Partie lewicowe próbują się jakoś odtej wizji uwolnić, ale bez przekonania ani sukcesów.

    05/12/2012 o 19:47

  10. Pingback: Twarde dane « Pak Weblog

  11. mp

    Kocham pana, panie redaktorze.

    17/12/2012 o 13:01

  12. Jesteśmy jak owa kartka papieru, dla której to, co na niej zapisano jest niepodważalną świętością, niezależnie od tego, czy to obiektywnie rzecz biorąc prawda, czy nie. 
Indywidualna perspektywa nie podlega dyskusji z tego samego powodu. 

Jeśli mylimy niepodważalność osobistej perspektywy z niepodważalnością prawdy – mianowicie wywodząc niepodważalność tej pierwszej z niepodważalności tej drugiej – popełniamy taki sam błąd, jak ten, który popełniamy biorąc kartkę papieru za gwarancję wiarygodności zdań na niej zapisanych – mianowicie mieszając niepodważalność prawdy tych zdań w odniesieniu do samej kartki z obiektywną prawdą ich treści.
    Jeśli przypatrzyć się (szczególnie politycznym) dyskusjom prowadzonym publicznie, odnosimy często wrażenie, że dialektyczne różnice, które są ich podstawą, sprowadzają się do takiej właśnie sprzeczności – kontrahenci przekonani o słuszności swojej perspektywy (która z ich punktu widzenia jest rzeczywiście niezaprzeczalną prawdą – jak to, że łyżeczka tkwi w cukiernicy po dokładnie określonej stronie) nie są w stanie dopuścić do zaistnienia w ich przestrzeni „fałszywej” perspektywy tych, którzy siedzą im naprzeciw.
Bohaterowie tych zażartych potyczek robią na mnie wrażenie papierowych kartek, które wykłócają się z innymi kartkami i z całym światem o niezaprzeczalne prawdy zajmujące ich puste stronice.

    20/01/2013 o 22:54

  13. o kurwa ale #biased są te komenty

    05/01/2014 o 13:28

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s