Walczę ze złem i zwiększam ilość dobra we wszechświecie.

Uncategorized

Czy patriarchat szkodzi mężczyznom?

W tych czasach doszło do zwyrodnienia debaty politycznej – jest wyraźna tendencja do sprowadzania każdego systemowego problemu do poziomu jednostkowego i rozważania, czy jednostka, dzięki swoim talentom i ponadprzeciętnej pracy, może ten problem przezwyciężyć. Takie terminy, jak szowinizm albo seksizm, rozumiemy teraz jako określenia indywidualnej postawy, jakiegoś „nielubienia kobiet”; a tak naprawdę problemem jest patriarchat, czyli cały system organizacji społeczeństwa tak, że kobiety muszą więcej pracować za mniejsze pieniądze, wykonywać więcej prac domowych, mają mniejsze perspektywy awansu i samodzielności oraz są poddawane różnym formom kontroli ze strony mężczyzn i państwa.
Taki system jest korzystny dla prawie* wszystkich mężczyzn: starając się mniej, dostajemy tyle samo albo i więcej. W zamian za mglistą obietnicę wniesienia szafy na czwarte piętro i za istnienie żołnierzy i górników, możemy otrzymywać codzienne usługi – a jeśli z nich zrezygnujemy, to i tak dostajemy punkciki za swoją dobrą wolę (ja np. dostałem parę razy uszanowanko, że się „tak ładnie dzieckiem zajmuję”, a po prostu trzymałem je na rękach czy byłem z nim na spacerze).
Dlatego tak strasznie śmieszą i irytują mnie próby rekrutowania facetów do feminizmu hasłem, że „patriarchat szkodzi też mężczyznom” – no, może jakoś tam szkodzi tym nieszczęsnym górnikom (chociaż pewnie bardziej szkodzi im łamanie praw pracowniczych i przepisów BHP w kopalniach) i żołnierzom (chociaż w czasie pokoju żołnierka to znakomity wybór zawodu dla proletariuszy), ale ogółowi mężczyzn mnóstwo daje. Właśnie dlatego trzeba go zniszczyć, że jest niesprawiedliwy wobec kobiet.
Tak więc: nie wszyscy mężczyźni to szowiniści, ale wszyscy na szowinizmie zyskują kosztem kobiet.
*Prawie – bo z poprawką na mężczyzn transpłciowych i homo- lub biseksualnych, którzy trochę zyskują, a trochę tracą
Reklamy

Bingo fandomowego butthurtu

Taki obrazek znalazłem w internetach, to szeruję:

butthurtb648_gs


O czym jest „Ida”?

„Ida“ to film o zniszczeniu żydowskiej tożsamości przez polskość i Polaków.

Wanda Gruz w perwersyjny sposób realizuje schemat polskiego bohatera romantycznego: wiedziona poczuciem obowiązku porzuca rodzinę, aby walczyć o Polskę. Rodzinę tę traci na dobre, ale po zwycięstwie angażuje się w dzieło odbudowy kraju – niestety dla niej okazuje się jednak, że niedobrej służyła sprawie, że nie o taką Polskę walczyli Polacy (przynajmniej w swoich opowieściach, przecież aparat Polski Ludowej tworzyli prawie wyłącznie Polacy). Jej rezygnacja z żydowskości nie skutkuje żadną integracją, nie przynosi nic dobrego jej ani Polakom: osamotniona Wanda dogorywa gdzieś na marginesie; wyrzucona poza nawias polskości, zinternalizowała polski, antysemicki obraz Żydówki: resztki swojej żydowskości realizuje, upijając się i rozpijając porządnych, polskich mężczyzn, a potem uwodząc ich z niesłowiańską przecież lubieżnością.

Z idą natomiast jest łatwiej: zostaje włączona w polskość, ale za cenę całkowitego wymazania żydowskości (albo wręcz cech osobniczych). Tymczasowe zaburzenie tego stanu rzeczy, będące tematem filmu, i jej chwilowy bunt, będą służyć tylko skuteczniejszemu trzymaniu jej na uwięzi, jako ułuda dokonania wyboru (faktycznie go przecież nie miała) i straszna tajemnica, o której zachowanie będzie musiała całe życie zabiegać, tym bardziej więc dopasowując się do polskich oczekiwań.

Filmowi Polacy nie tylko wymordowali rodzinę Wandy i Idy, ale także odebrali im ich dziedzictwo, zastępując autentyczną żydowską pamięć jej atrapą „made in Poland“. Ten wątek podejmuje też film na metapoziomie – w końcu jest to opowieść Polaków o Polakach, w której żydowskość została potraktowana instrumentalnie jako pretekst.


Zdradzeni przez Ciechana

Właśnie przewala się fala oburzu na właściciela browaru w Ciechanowie, a ostatnie wylanego krople piwa spływają rynsztokami koło modnych warszawskich knajp. Co wzbudziło tak masową etyczną mobilizację subkultury hipsterów? Tzn. wiadomo, że homo- i transfobiczne głupoty wygadywane przez Jakubiaka, ale przecież nie pierwszy to ani jedyny obskurant wśród elity Polski.

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zahaczyć o fundamentalną kwestię: kto jest hipsterem? Jakie są fundamentalne wartości hipsteryzmu? Otóż uważam, że jednym z filarów jest dążenie do zmiany świata na lepsze przez ukierunkowanie indywidualnej konsumpcji ku etyczności; to znaczy: wydaj więcej, poświęć czas, ale kup lokalne, niepryskane, prospołeczne, antykorporacyjne, autentyczne. Wiąże się z tym nieufność wobec masowych marek, oznaczeń handlowych i korporacji – na propsie jest drajw do niszy, wynikający nie z, jak się to często upraszcza, bezmyślnego elitaryzmu, tylko z impulsu etycznego, bo przecież mejnstrim jest opanowany przez siły kapitalistycznego zła, od którego uciekaj. Który to impuls wyradza się często w bezmyślny elitaryzm – to nie jest już ruch alterglobalistyczny przełomu wieków, a tylko ideologiczna popłuczyna po nim; naprawianie świata stało się indywidualną sprawą poszczególnych osób, wybierających etyczność jako lajfstajl. Oczywiście musi pojawiać się napięcie między niszowością a mejnstrimizacją: jeśli drajw do niszy ma zmienić świat, to nisze powinny się zmejnstrimować, ale mejnstrimując się, ulegają zepsuciu.

Ciechan to idealny produkt dla hipsterów – marketowany pod hasłami sprzeciwu wobec masowej produkcji w dużych browarach, powrotu do korzeni browarnictwa, sztuki piwowarskiej. Mała firma, produkt polski, walczący z globalnymi Goliatami. Właściciel musi zdawać sobie sprawę, jak ważne dla sukcesu jego marki jest pozostanie w niszy (albo na granicy między niszą a mejnstrimem) – w końcu kiedy piwo niepasteryzowane weszło do mejnstrimu, zrezygnował z tego określenia. To piwo jebiące starą ścierą, więc jego picie nie będzie przyjemnością dla zwykłego, masowego konsumenta, ale może stanowić jouissance dla etycznego znawcy.

Co więc mogło pójść nie tak? Ciechan powinien zmieniać ze swojej niszy świat na lepsze, a wtem (wcale nie wtem – że Jakubiak wspiera skrajną prawicę, to już było wiadomo w zeszłym sezonie) okazuje się, że i tak walczy w służbie zła.


Wielka pustka

Bohaterów „Jetlagu“ Michała R. Wiśniewskiego łączy przede wszystkim poczucie beznadziei i samotności. Ci z głównej linii fabularnej, połączeni przypadkową, powierzchowną znajomościa udającą przyjaźń, próbują bez większego sukcesu uciekać przed nim w gotowe formy (najbanalniejsza – konserwatywne małżeństwo; miłość „od pierwszego wejrzenia“ do widzianej przez chwilę dziewczyny), znane z kolorowych żurnali (seks z dwiema kobietami naraz) albo z mediów liberalnych (internetowy startup). Ci z krótkich opowiadań wplecionych między rozdziały linii głównej najczęściej sami w nie wpadają, goniąc za absurdalnymi ambicjami; czasem cena za próbę znalezienia swojej społecznej niszy okazuje się bardzo wysoka (jak w opowiadaniu o walce atarowców z commodorowcami).

Ich motywacja więc to z jednej strony próba dostosowania się do mainstreamowych oczekiwań i, co gorsza, odnalezienia w nich własnej drogi do szczęścia; z drugiej – próba podążania drogą tak nonkonformistycznie odmienną od tych oczekiwań, że jest to skazane na porażkę. Ciekawe przy tym jest całkowite pogodzenie ze światem. Bohaterowie usiłują jedynie zmienić swoje miejsce w układzie odniesienia, jaki stanowi świat, natomiast próby dokonania czynu zmieniającego sam układ odniesienia są poza ich horyzontem wyobrażeń. Nawet w świetnej końcówce, kiedy bohaterka podejmuje wreszcie próbę radykalnej zmiany swojego położenia, ogranicza się to do groteskowych poszukiwań „swojego prawdziwego ja“ według przepisów fundowanych przez machiny kapitalistycznego marketingu. Polityka pojawia się bodaj tylko raz, jako metonimia czegoś nudnego i alienującego, czym zajmują się inni.

Gdzieś tam oczywiście musi dojrzewać potencjał zmian, wspólnego działania, organizacji – dostępne przepisy na życie przestały dawać satysfakcjonujący efekt, a spełnienie się w tych nowych pozostaje niemożliwe w skostniałym społeczeństwie – jak na razie jednak zamiast myślenia o pospolitej rzeczy i działania dla jej dobra mamy zamknięte cztery ściany prywatności i wielką pustkę. Ta pustka jest najważniejszym tematem „Jetlagu“.

 

Michał R. Wiśniewski, „Jetlag”, Wyd. Krytyka Polityczna 2014


Przenosiny

Tak dla porządku: trochę pisałem tu http://czescjacek.tumblr.com, ale już tam nie piszę.


Nie czytaj

Nie czytaj tego wpisu, jest tylko do eksperymentów z szablonem.